sobota, 26 grudnia 2015

świąteczne "bez sensu"

Święta. Zamiast chlać ze znajomymi, szukam pracy. Znowu. Nic się nie zmienia od kilku miesięcy. Wkurza to, że jeśli już jest coś konkretnego, to dedykowane i obstawione zanim się pojawi ogłoszenie. Tak było ostatnio. Zostałam niemal zbluzgana w Urzędzie Pracy, że przecież pojawiło się stanowisko dla technika analityka. Sprawdzałam zanim poszłam. Nie było. Pojawiło się 23 grudnia z datą rozpoczęcia pracy 23 grudnia. Kto przed świętami zaczyna pracę na nowym stanowisku?! Nie mam sił. Wiedziałam, że wybieram sobie kierunek drogi i nie najłatwiejszy. Już nie wierzę, że znajdę coś przed zdaniem egzaminu. Nie chcę być wykorzystywana. Nie chcę nudzić się w pracy i czuć się niepotrzebna... a tak będzie, bo muszę się zatrudnić gdziekolwiek. Pewnie dojdzie do tego, że trafię do kolejnego kołchozu i znów jako anonimowa osoba, stanę się buntującą innych szują, bo przecież nie wolno mieć swojego zdania.

Jutro wyjeżdżamy z Tygrysem. Nie ukrywam, że nie cieszę się. Jestem wdzięczna, pokorna i kochająca, ale nie ciesze się. Pomijając fakt, ze nie lubię się pakować. Nie lubię też, gdy nie jestem samowystarczalna. a ten stan trwa zbyt długo. Boję się też obcych dzieci, właściwie ich rodziców, bo jak ustawić do pionu wrednego obcego dzieciaka nie narażając się na nienawistne spojrzenie rodzica? nie da się.  Nie nastawiam się negatywnie. Analizuję różne sytuacje.

Będzie pięknie, cudownie i pewnie przywiozę wspaniałe wspomnienia, tylko powrót też będzie koszmarny. Bo do czego? do bezrobocia i perspektywy szukania miejsca dla siebie na produkcji?

boję się nowego roku, bo zawsze może być gorzej.

piątek, 18 grudnia 2015

Przełom

Bardzo lubię ten stan, kiedy z wypisanym blankiecikiem informuję wszystkich wokół, ze biorąc 7 dni urlopu nie będzie mnie w pracy 2,5 tygodnia! Ale należy mi się. Naprawdę. Ten rok nie był udany. Sporo osób odeszło, bardzo bliskich. Święta, choć na pewno wszyscy będą się mega starać uśmiechać, również nie zapowiadają się specjalnie wesoło. Marzenia o zjazdach na jabłuszku, lepieniu bałwana i kulig z pochodniami też się pewnie nie sprawdzą sugerując się prognozą pogody. 
Waga wzrosła o jakieś 25 %. Tak wiem, niby to chora tarczyca, ale tak na prawdę to żrem jak wieprz! 
Stan konta... no cóż. Jest kredyt, prawie zawsze był. Ale ten się spłaca. Ta kwestia ni to grzeje, ni to ziębi. Jest plan na wcześniejszą spłatę. Od kilku lat ten sam i nie wychodzi.
Zostało kilka dni na wymyślenie postanowień noworocznych. Albo życzeń. Mam jedno ważne postanowienie, jedno główne marzenie:
CHCĘ ABY NADCHODZĄCY NOWY ROK 2016 BYŁ LEPSZY OD POPRZEDNIEGO!!!

Tak sobie myślę, że jednym z plusów dwa_tysiące_piętnastego jest fakt, że lepiej się poznałyśmy 
z Klaczką. Była to emocjonalna sinusoida, od dna dolin poprzez szczyty uniesień. Jednocześnie miałam poczucie uczuciowej stabilizacji. I jak to w kalejdoskopie bywało różnie. Miałyśmy wybuchy namiętności - eksplozje wściekłości. Erupcje ekstazy - wylewy wyrzutów. Żar pożądania - huragany myśli. Salwy wdzięczności - detonację związku.

Kocham Cię :* 
Twój Tygrysek :D

środa, 9 grudnia 2015

Zapach zza ściany

Smród trupa jest jednym z najgorszych zapachów jakich doświadczyłam! Wchodzi nosem, tam jakby wiruje i przenika do każdej tkanki. Czuć go nawet jak się wyjdzie z danego otoczenia. Opis trupa, który w temperaturze ok. 30 st. spędził 5 dni też nie należy do przyjemnych. Ale mówić trzeba, nie ma sensu chować takich doznań w sobie. Trza się podzielić pięknem biologi!! Tym jak leżał w kurtce na łóżku, ale nogi miał na dole. Jakby nie miał siły ich podnieść, albo jakby tylko na chwilkę się położył bo zasłabł. Tym jak przy pomocy grawitacji zmienił kolor na... trupi. Krew mu odpłynęła. 
Oraz, że strażacy kazali się schować do domu i opuścić korytarz bo...bo... bo może wybuchnąć! Ciało spuchnięte od wody nie dało się znieść ze strychu w jednym kawałku. Pewnie się rozlało. Oby już w tym czarnym worku. I oby wraz z ciałem znikły te białe robaki co się padliną żywią. Tych się boje najbardziej. Pewnie jak zostały zamienią się w muchy. Much będzie pełno w tym roku!
Ale najgorszy jest smród! Nic nie da się z tym zrobić. Wspólne połączenie mieszkań rurami kanalizacyjnymi sprawiło, że dostał się on to mojego mieszkania. Ale i tak by się dostał, bo ściana jest cienka i z dykty. Nie otworzę okna by to wywietrzyć, bo Jego jest zaraz obok i też tam się wietrzy. Jak otworzę pewnie zdechnę. Korytarz...Nie, nie ma mowy! Wietrzy się, okna otwarte, ale czarny worek nie pochłania zapachów. Tylko trzyma by nie kapało na schodach...

wtorek, 8 grudnia 2015

a czas mija

2 lata minęły bardzo szybko. Zgodnie z moją teorią wszystko powinen już trafić szlag, ale chyba klątwa została zdjęta. Nie chcę obiecywać, że zawsze będzie różowo, bo niespełnione obietnice bolą obie strony. Natomiast czuję, że póki będzie nam się chciało, będzie dobrze.
Trudno mi sobie wyobrazić kogoś innego u mojego boku. To nie kwestia wieku czy dojrzałego spojrzenia ani wygody. Może to właśnie miłość.
z kim mogłabym tak żyć, jak chcę? z ogromną energią zdobywać świat, jeździć na wycieczki- nie te zagraniczne, ale te bliskie, najbliższe. Komu by się chciało łazić ze mną po krzakach i kto zabierałby mnie na sylwestra w góry?
albo cały weekend liczyć oporniki...

obecnie mamy adwent. z założenia czas przygotowań do świąt. taaa... jak się wkręcisz w keszing, to nie ma przebacz. Codziennie nowa zagadka, codziennie boli głowa od myślenia, ale gdy już uda się rozwiazać ma się taka satysfakcję, że twarz sama się śmieje.

zagadki sa hardcorowe. a ja ćwiczę cierpliwość, temperuję ambicję i zagaduję do obcych ludzi. Wzrusza mnie zjednoczenie i chęć pomocy. Wskazówki mają naprowadzać, nie dawać odpowiedzi wprost. Formują się więzi.

Bawimy się w to pierwszy raz. Jestem z nas dumna, bo całkiem dobrze sobie radzimy.
W niedzielę zamiast spać po imprezie do południa, obudziłyśmy się ok 9 i liczylyśmy oporniki na choince. i tak cały dzień... i bez wyniku...
Później przyszli goście. Każdy mysłał nad kolejną zagdką. Dobra impreza, jak jażdy w milczeniu patrzy na bezsensowne literki i próbuje nadac im sens, bo jakiś sens mają...

Z rzeczy bardziej praktycznych- dzięki kalendarzowi quizowemu uniknęłam zatrzymania przez policję, bo tak mi się wyostrzyła spostrzegawczość, że widziałam ich zza 2 zakrętów ;)


Klaczka dumna z tego, że z zagadkami jest na bieżąco i może się w końcu uczyć

poniedziałek, 30 listopada 2015

idzie ku lepszemu

To będzie udany dzień! Tak mi się wydaje. Dzisiejszy dzień może być przełomowy. Tak czuję!
Tak będzie!! Koniec ze smutkami, koniec z wątpliwościami! Trzymam kciuki za to :)

...
To już dwa lata, a ja Kocham Cię i nadal się w Tobie zakochuje :*

Tygrysek

środa, 25 listopada 2015

wkurwek

Trochę już wody w rzekach upłynęło od ostatniego posta i wypadałoby coś tutaj napisać. Kiedy spytałam Klaczkę przy tworzeniu tego bloga o czym mam pisać, powiedziała, że o czym tylko chce! Ale czy na pewno?
Jest kilka spraw, które mnie męczą, które sprawiają że się duszę. Najchętniej to bym pogadała na ten temat z moją Panną, gdyby tylko ona się tak w sobie nie zamykała. Ostatnio znowu ją oszukali, gdy poszła na niby szkolenie. Wróciła zła. Naprawdę zła. Aż się nie chciało siedzieć w Jej towarzystwie. No bo ile można mówić, pocieszać skoro samemu wiele rzeczy by się zrobiło zupełnie inaczej? No to siedzi taka koło ciebie, wkurzona na wszystko i zamiast się wyżalić, wykrzyczeć co ją tak wkurza to ona co? gra... w sapera! nosz kurwa! rzeczywiście pasjonująca gra, której nie można przerwać! Ja rozumiem nawet, że nie chciała ze mną gadać, może nie w tym momencie, ale miałyśmy wtedy gościa. Kumpela wpadła z opieką medyczną, gdyż gdzieś mnie przewiało i nie byłam wstanie nawet zwlec się z wyrka.  A no właśnie! "Obcy" potrafią się jakoś bardziej przejąć, przyjechać się spotkać, pogadać, a ta Moja z samego rana wróciła do Rodziców.
Sama nie wiem, dlaczego to tutaj piszę, skoro powinnam się do tego już przyzwyczaić. Jest tak już od dłuższego czasu. Choć w trybie sinusoidy. Najgorzej kiedy doły obu naszych wykresów się spotkają. 

...

Tak teraz czytam sobie to tutaj i ewidentnie za dużo w tym jadu. To nie jest przecież tak, że Ona nie chce spędzać razem więcej czasu, że nie szuka jakieś pracy, że nie potrafi otwarcie rozmawiać. No bo nie jest, nie?

Tygrysek

czwartek, 5 listopada 2015

tak tylko piszę

... i będą trwać te trzy: wiara, nadzieja i miłość. A z nich najważniejsza jest MIŁOŚĆ!!!

Kiedy "romantycznie" szeptałam Ci do ucha pierwszy raz słowa przysięgi ( cała w sosie czosnkowym, łapiąca kawałki kebaba wypadające mi z ust) byłam pewna, że dokonałam dobrego wyboru. Nadal tak uważam. 
Twierdze również, że to co sie teraz wydarzyło było nam potrzebne. Choć za dużo tych dramatów!! Bez sensu, że sprawa wyjaśnień między dwiema dorosłymi kobietami  przebiegła/przebiega w tak burzliwych okolicznościach. Z drugiej strony tak jest, gdyż się kilka spraw nawarstwiło.
hmm... a może ja jestem leniwa? I z wygody nie chce mi się znowu przechodzić tych wszystkich zabiegów i rytuałów związanych z tworzeniem związku? A może za dużo wymagam od Ciebie? Może to ja mam jakieś chore ambicje i wygurowane wymagania co do mojej partnerki? ....
Myślę, myślę, i myślę... NIE, TO NIE TO!! ja Cię na serio kocham :* i jak to wtedy śpiewał Gutek: cieszę się, cieszę się, cieszę się... i dopowiem od siebie: że Cię mam :)

 aaa... to ja pisałam- Tygrysek :)

***

Mam takie dziwne usposobienie, że jak komuś dzieje się krzywda, to ja obrastam w siłę i nabieram pozytywnego nastawienia. Jeśli coś mi leży na sercu, to zamykam się w sobie. Czy to egoizm?
Biorąc pod uwagę, że to mój instynkt samozachowawczy (który się nie sprawdza) w połączeniu z patologiczną dumą raczej tak. Jednak z drugiej strony nie bardzo. Każdy normalny człowiek zachowuje się odwrotnie, kierując się właśnie egoizmem, tym słownikowym.

Dużo dziś zrozumiałam. Dziękuje Kochanie :*


Klaczka (bo wypada się w końcu podpisać)

środa, 4 listopada 2015

jakoś...

... to będzie.

Nie wolno mówić głośno o swoich obawach, bo złe duchy słyszą, że jesteśmy słabi i wtedy napierają swoją niszczycielska siłą, przynosząc jeszcze więcej problemów.
Trzeba na złość wszystkim cieszyć się! Z kolorowej jesieni, z tego, że piękna mgła otula nasz świat, że nie pada (że pada też).

Być może znalazłam sposób na swoje depresyjne usposobienie, Trzeba się mocno szczypać kiedy dół dopada i na bieżąco wymyślać, często na siłę, pozytywne aspekty sytuacji. Zawsze jakieś są. To sztuka interpretacji, o której zapomniałam, a która kiedyś była moim mottem życiowym.
Potrzebuję dowodów na to, że nie jest dramatycznie. Wiem, wiem, ja dramatyzm kocham, ale to stąpanie po niepewnym gruncie z moim charakterem.

i pisać trzeba! bo słowo pisane jakoś silniej działa.

no zobacz jak ładnie :) aż chce się łazić bez końca.


Nie moje. to też trzeba zmienić. 

może faktycznie jak przestanę się starać, to będzie lepiej? 
no i bez "może". "Może"wprowadza niepotrzebny chaos, na który jestem za stara, a na pewno za słaba w tej chwili. 

piątek, 30 października 2015

***

(Nie chcę pisać w czarnych kolorach, ale uznałam, że trzeba to przełamać, by Zło nie myślało, że jest wszechwładne)

Jakaś pieprzona niemoc mnie dopadła. Zamiast przeglądać oferty pracy poczytałam trochę blogów. Po raz kolejny doszłam do wniosku, że trzeba coś zmienić, bo przecież ja praktycznie nie żyję. Czaję się na tę zmianę już kilka miesięcy. Tkwię w mojej strefie komfortu i nie umiem z niej wyleźć. Niby źle, ale jednak nie najgorzej... linia trendu mojego samopoczucia pikuje w dół. Nie gwałtownie, dlatego przyzwyczajam się do tego stanu na bieżąco. Znajomi już dawno pozakładali rodziny, sami się utrzymują, z łatwością znajdują lepsze prace.  
a ja? siedzę w kącie i już nawet nadziei nie wpuszczam do środka. Nie umiem rozmawiać, nie mam na to ochoty, bo niby co mam mówić. Wyglądam coraz gorzej, bo przecież stan ducha zawsze odbija się w lustrze. Oczywiście, że ryczę. Jeśli nie oficjalnie łzami, to ściskaniem w gardle i szklistymi czerwonymi oczami albo niepohamowaną agresją. Są różne oblicza płaczu. Czasami udaje mi się zrzucić wszystko na alergie.  
Czarne chmury nad nami.  Sylwester wisi na włosku. O ile mam jakieś dziwne uspokajające przeczucie, że w końcu wszystko będzie dobrze, o tyle w sprawie mojego zatrudnienia już w nic nie wierzę. Czasami nawet jak leżę w łóżku i staram się skupić na serialu, dopadają mnie myśli prawie samobójcze, że trzeba wrócić do Amazona, bo... bo w końcu muszę robić coś dochodowego!  

a powinno być tak: 
"cześć Kochanie! jesteś głodna?" witając moją Ukochaną obiadem a innym razem sobą w samym pasie do pończoch.  
Jeszcze kiedyś przyjdą takie dni. 

czwartek, 15 października 2015

odpowiedź na osobistą

Już zapomniałam jak Ty bardzo boisz się gadać przez telefon! To, że już chciałaś podjąć pracę w czymś takim uzmysłowiło mi, jak masz już dosyć. Nie powinnam Cię dodatkowo strofować głupimi pytaniami i aluzjami. Przepraszam :* Ale ten czas spędzony razem, zwłaszcza ten wczorajszy gdy zmarznięta i już trochę przemoczona wróciłam do zwykle pustego mieszkania i zastałam tam Ciebie był cudowny :) Mój Skarb Malutki i Taki Kochany!! Pasowało mi to. 
Zresztą nie masz tez ze mną łatwo, bo większość wypowiedzi ( sukowatość do n-tego stopnia musi być skutkiem chorej tarczycy ) jest dość dokuczliwa i przykra. Choć staram się dać Ci wszystko co najlepsze i sama tez staram się taka dla Ciebie być. 
Nie myśl też że jesteś dla mnie pasożytem. Mieszkanie nigdy wcześniej nie było tak czyste. Choć to pewnie zasługa PMS. Jebane hormony! Niby tylko związki chemiczne, a jak potrafią napsuć krwi! 
Reasumując postaraj się myśleć optymistycznie. Dobre myśli przyciągają dobro, złe- zło. Proste. Wolę mieć dużo dobra wokół siebie. Między innymi dlatego jestem też z Tobą. Musisz zacząć pozytywnie myśleć, wtedy i mi będzie łatwiej. Wiesz przecież, że u mnie też nie jest kolorowo, a skądś energię muszę czerpać. 
Twój Tygrys :*

osobista

Miało być fajnie, normalnie i bezpiecznie. wyszło jak zawsze.
Podpisałam nawet umowę. Stawka całkiem niezła, godziny spoko, wolne weekendy, ale ja się do tego nie nadaję. Nie umiałabym wciskać obcym ludziom umów do podpisania. Tym bardziej, że byliby to głównie ludzie starsi, bo kogo w dzisiejszych czasach interesuje telefon stacjonarny? Mam ogromny szacunek do takich, nieważne, że taka babcia może być wredną suką.
Powód kolejny: rozmowa przez telefon nadal mnie paraliżuje i chyba nie przestanie. Nie umiem przekazywać myśli nie widząc twarzy rozmówcy. Mogę napisać, narysować, cokolwiek, ale nie rozmawiać! W drugim dniu szkolenia przez te kilka godzin miałam łzy w oczach i gorzki smak w ustach. Laska mnie irytowała, była opryskliwa. Niby kulturalna, ale czuć było jakąś obłudę.
Wyobraziłam sobie, że też będę musiała taka być, że za to mają mi płacić. To nie godzi się z moją osobowością. Chyba jednak wolę być magazynierem niż wciskaczem "super extra oferty".

Zerwałam umowę i znów jestem na lodzie. Lód zaczyna się kruszyć i niedługo będę na dnie.
Coś jest nie tak. Pewnie ze mną.
Męczę się już. Nawet nie nudą, ale brakiem dochodowego zajęcia. W tym wieku powinnam już być gdzieś dalej a ja zaczynam wciąż wszystko od nowa. Taa... gdybym jeszcze zaczynała. Ja czekam na początek, poluję na niego.
To nie jest też tak, że pracy nie ma. Jest jej wszędzie pełno, ale warunki są koszmarne. Nie chodzi nawet o jakąś wygórowane ambicje, ja się prostu nie nadaję do pewnych rzeczy. Właściwie, to pewnie już do niczego się nie nadaję.
Nie mogę mieszkać za darmo ani z Żoną ani tutaj. Tylko w drugiej sytuacji jakoś mi mniej głupio.
Dziś pewnie znów usłyszę, że szukam tak, żeby nie znaleźć, że mam wrócić do sramazona, że sama tego chciałam.

Do tego wszyscy jesteśmy w dupie, bo sylwestra, planowanego od lutego! nie będzie, bo jakaś suka nas okradła. a Bąbel wciąż się naprawia i końca nie widać.

udawać? po co? Każdy ma swój los. Żyć na złość innym? a kogo interesują moje niepowodzenia...


zrezygnowana Klaczka

piątek, 9 października 2015

ciesze się

Ale fajnie:) Ale się cieszę! Klaczka przyjeżdża dzisiaj i nie tak jak zawsze wyjedzie w poniedziałek, lecz zostanie na co najmniej tydzień. Czy mieszkałyśmy już wcześniej razem? Tak, ale to było raczej pomieszkiwanie jak np. podczas ostatniego urlopu. Wiadomo jak to wtedy jest: same spotkania towarzyskie, intensywne spędzanie czasu nie koniecznie wychodząc z łóżka. To był piękny czas. Ale teraz ma być jeszcze życie co dzienne. Jestem bardzo ciekawa jak to będzie i nie mogę się już tego doczekać. To będzie teraz bardzo miły czas! 

Wesoły Tygrysek

wtorek, 6 października 2015

jak można być tak łatwowiernym :(

"Tygrys, wyżyj się na blogu!" Teraz trochę emocje opadły, uspokoiłam się, ale to co wczoraj było, sprawiło, że znowu "przypadkowo" złamałam swoją dietę bezpiwkową ;) No po prostu postanowiłam wypić, gdyż nie cierpię fałszu, kłamstwa i głupoty. Czy ona myślała że to nie wyjdzie na jaw? Najgorsze jest to, że to znowu na mojej głowie, a pozostali jakoś się nie kwapią do rozwiązania problemu. W sumie to nawet zbytnio nie wiedzą o jego istnieniu, bo jak słuchałam ich "cudownych" rad to jeszcze bardziej ciśnienie mi się podnosiło! A zrobiłam wszystko, aby właśnie teraz się nie denerwować: wyszukałam oferty na sylwestra już na początku tego roku, zebrałam ekipę, ze spokojem pozbierałam pieniądze na zaliczkę z rozbiciem na dwie raty (bo co prawda kwoty niewielkie, ale i tak przed samą Wielkanocą mogły trochę nadwyrężyć budżet).
Nosz k*rwa! Mamy dzisiaj października dnia siódmego dwa tysiące piętnastego i nie mam nic! Ani zaliczki - łącznie za ponad 34 osoby dorosłe plus dzieciaki to jakieś 6500zł, ani miejscówki, ani za bardzo pomysłu jakby tu teraz z tego wybrnąć. Jest już późno, aby znaleźć kwaterę dla tylu ludzi, co jeszcze wszystkim przypadnie do gustu! 
Zastanawiam się jak to jest, że niektórzy potrafią tak sprytnie zwodzić innych i bez skrupułów oszukiwać. Bo gdyby nie wczorajszy telefon do właściciela pensjonatu pewnie w grudniu byśmy pojechali pod wskazany adres i z walizkami zostali przed drzwiami! 
Mimo wszystko liczę na to, że się wszystko dzisiaj ułoży, że sprawa się wyjaśni i że to będzie świetny wypad! No i w końcu Klaczka zobaczy góry :D 

Łatwowierne Tygrysiątko

ała

Obudziłam się dziś ze strasznym bólem w barku. Wygięło mnie tak mocno, że nie mogłam wstać z łóżka. Kiedy już zaryczana schowałam pościel i się ubrałam, przyszła pora na kolejne wyzwanie- wizyta na kupę... Spociłam się, bynajmniej nie od zatwardzenia. Trzeba było dokończyć czynności a ja nie mogłam się ruszyć. Łzy jakoś same się kulały. zawsze lecą jak już nie moge wytrzymać- okazuje się, że z bólu też. 
Teraz już się trochę przyzwyczaiłam, boli jakby mniej, ale przy spontanicznych ruchach, kiedy się zapomnę, pokrzykuję sobie "ała". Zabiłabym każdego, kto by mnie dotknął, o masażu nawet nie wspomnę. 

Nie wyobrażam sobie jakbym miała chorować na coś bolesnego. Uważam, że każdy powinien mieć prawo zdecydować o własnej eutanazji. 

Klaczka cierpiąca

środa, 30 września 2015

o Mazurach

Jutro październik a ja wciąż myślami na łodzi. Tfu! Jachcie, tak brzmi bardziej wytwornie. 
a to przecież tylko kupa metrów lin, wielkie prześcieradła na tyczkach i te dziwne nazwy na wszystko. Ale jak się chce choć trochę poczuć profesjonalistą, to trzeba coś wiedzieć. 

Jaka dobra ekipa nam się trafiła! to bardzo ważne, żeby się nie pozabijać na tak małej przestrzeni, tym bardziej, że na 9 członków załogi, członki posiadało tylko dwóch. Reszta same macice, które wiadomo jak wpływają na zachowanie. 
Nie da się ukryć, że głównym narzędziem pacyfikacji był alkohol. Samego piwa szło tyle, że przestało mi smakować, więc czasami znikałam pod pokładem, żeby łyknąć pigwówki. 

Nie lubię jak nic się nie dzieje. Los widocznie mi sprzyjał, bo na hasło "chcę przygody", działy się rzeczy dziwne. 
Podarł się żagiel, ten największy, grot znaczy. Listwy się połamały. W efekcie trzeba było go zdjąć i zanieść do żaglowni, żeby naprawili. Fajna przygoda! ciężkie to strasznie, ale niesienie go przez Giżycko z piwem było całkiem szpanerskie :) 

kolejna akcja już nie była taka różowa, bo groziła końcem żeglowania. Najważniejsza linka się zerwała! Fał grota, czyli taka najgrubsza i najdłuższa linka do wciągania żagla na maszt. A to wszystko w momencie, gdy szykowaliśmy się do prywatnych regat. Szczęścia było w tym dużo, bo została przecięta w dobrym miejscu, bo kapitan jest obcykany i wiedział jak naprawić. Szybko usunięta usterka pozwoliła na korzystanie z naszego świeżo naprawionego grota bez większych niedogodności. 

a regaty? fajna zabawa :) tym bardziej, że na drugiej łodzi była zgraja dzieciaków, które nas dekoncenrowały na wszelkie sposoby. Najpierw delikatne łapówki w formie przerzucanych krówek, później wycie małoletnich syren aż do bitwy morskiej, czyli oblewanie się wodą! 

Jasne, że wygraliśmy :) pomimo karnego kółeczka za użycie silnika przy starcie. 

Muszę jednak wrócić do trudnego słownictwa żeglarskiego. Jak zinterpretować zdanie "Woda jest w poziomie a góra jest po prawej" ? nawet nie starałam się zrozumieć :)

zachwycało mnie wszystko! romantyczny bóbr z zielskiem w pysku, polanki z mazurskimi krówkami a nawet to, jak Tygrys ląduje na dupie wychodząc na ląd (wtedy spontanicznie mi się powiedziało "jak Ty pięknie upadasz", co wywołało ogólny zachwyt załogi). 

jeszcze mogłabym dużo pisać, ale nie będę odbierać Tygrysowi tej przyjemności. 
Zasłużyłyśmy na urlop :) 

teraz trzeba zasłużyć na kolejny... i zarobić... tylko gdzie

Klaczka

piątek, 25 września 2015

przygoda pierwsza

Decyzja o założeniu wspólnego bloga zapadła w pięknych okolicznościach przyrody, gdy jechałyśmy na Mazury. Nie wiem dlaczego zaproponowałam. Może po to, by nie pisać na starym blogu. Przecież nowe życie przed Nami a tam tyle przygodnych znajomości się przewinęło... nie, Tygrys tam nie pasuje.

wiedziałam też, ze nie odmówi. Tygrys ma coś takiego szalonego w sobie, że lubi wszystkiego próbować, w przeciwieństwie do mnie.

To był sierpień, historyczne upały 35 stopni. My w świeżo odebranym od mechanika Bąblu (przesłodkiej i kapryśnej Micrze) bez klimatyzacji, bo już kasy nie stykło i czasu na takie pierdoły.
Jechałam po przygodę a było ich aż nadmiar.

Bąbel sunął po autostradzie 170km/h! aż nie wierzyłam, że tak umie... W sumie to nie umiał, wkurzył się, że jest popędzany i zaczął dymić z każdej strony, bez uprzedzenia! Stanęłyśmy na pasie awaryjnym, po 2h jazdy z perspektywą, że nigdzie nie dojedziemy. Po tygodniu niepalenia, spaliłam 4 fajki pod rząd, aż mi się niedobrze zrobiło. Tygrys dzwonił tu i tam, dowiadując się o co chodzi, bo żadna kontrolka wcześniej się nie zapaliła. Silnik trochę ostygł, okazało się, że Bąbel znów zeżarł cały olej.
Jakimś cudem ruszył. Całe szczęście, że miałyśmy olej i że było miejsce żeby się zatrzymać i że nie zdarzyło się to kawałek dalej, gdzie kombajn w polu robił straszy syf.

aż mi ciśnienie skoczyło jak o tym piszę a Bąbel wciąż u mechanika...

kolejne przygody może innym razem, Jutro spotykamy się z ekipą na pokaz zdjęć. Jak zwykle mamy najwięcej. było 700- ograniczyłam do 186.



a tu Bąbel na autostradzie w trakcie pięknego zachodu słońca :)





Klaczka :)

poważne plany (weekendowe) życiowe

Zapowiada się intensywny weekend. Na pewno nie taki, jak ten poprzedni, gdzie do 14-tej intensywnie spędzałyśmy czas w łóżku, ale i tak się cieszę :) Klaczka przyjeżdża do Tygrysa!! Jest to jeden z tych tematów co nam podnosi ciśnienie, więc może na początku tego bloga nie będę wywoływać kłótni. Może sprawa sama się rozwiąże?? Nie cierpię tak czekać! Uważam, że byłoby nam o wiele łatwiej gdybyśmy mieszkały razem. No ale sytuacja się tak wytworzyła, że nadal tylko ze sobą pomieszkujemy. W weekendy. Gdzie od października Ona ma weekendy zajęte. ech... jaka ja cierpliwa jestem. Przypuszczam, że ów temat jeszcze nie raz się tutaj przewinie.

Wybrałam sobie, a raczej mnie tak przez życie pokierowano, że mam dość ciekawy, choć mało kobiecy zawód. Jak to zgrabnie określiła Moja Lepsza Połówka ona będzie dziergać, a ja biegać po krzaczorach:) I dobrze!! Gdybyśmy były za bardzo do siebie podobne to byśmy się zanudziły! Nadchodząca sobota jest jedną z tych, gdzie nie dane mi będzie długie wylegiwanie, tylko ciężka praca. Nie, nie marudzę i nie zrzędzę. Ciesze się bo to co zarobię będzie na rozpieszczanie mojej Pani. Bądź na bardziej przyziemne plany jak naprawa Jej auta lub wspólny wypad :) Lubię Ją i lubię się dla niej starać i tak męczyć :*

Tygrysek

czwartek, 24 września 2015

wizje realizowane

Nie lubię się nudzić. Bezrobocie mnie niszczy... z drugiej strony znam mój los.
Teraz nic się nie dzieje a za parę tygodni pewnie znów nie będę miała czasu spać.
Jakby nie można było zamówić sobie jakiejś harmonii...

i gdy tak sobie siedzę przed monitorem i przeglądam te chujowe oferty pracy, czasami dostaję jakieś olśnienie.

nie umiem rysować, ale projekt trzeba rozrysować.
i wtedy wyszło to:



Jestem wybredna, krytyczna wobec siebie, ale tym razem będę musiała pochwalić się światu, bo efekt końcowy nawet mnie zaskoczył!
tym samym wkręciłam się i nie będę miała czasu się nudzić.

Kiedy Tygrys będzie hasał po krzaczorach i innych bagnach, ja będę tworzyć w ciepłym domku (jeśli piec zostanie naprawiony).


Klaczka wizjonerka i twórca :)

poniedziałek, 21 września 2015

dym namiętności

Gdy poznawałam Tygrysa, wiedziałam, że będzie inaczej niż z innymi. Już po pierwszym seksie powiedziała, że nie mam się zakochiwać a mojego focha "to moja kwestia" skwitowała "role się odwracają".  
Przeżyłam ten weekend. Było intensywnie :)  

W piątek zaczęłyśmy biesiadowanie przy wiadomych używkach. Tygrysowi wyostrzyły się zmysły, głównie węch i smak. Rzuciła się na mnie i z wielkim apetytem całowała, patrząc na mnie takimi rozmarzonymi oczami. Między mlaskami mruczała, że jestem słodka, taka pyszna i czym ja właściwie pachnę: pistacje? ciasteczko... wanilia... jednak pistacje! Nie psułam Jej wizji, tylko zabrałam się za całowanie. Jakie to było piękne! We wszystkich odcieniach namiętności: delikatne i brutalne, z ciągnięciem za włosy, drapaniem po plecach, trzymaniem za szyję, głaskaniem po twarzy. Magia!  
taka rozmowa bez słów...  
a później już były słowa i misja niechciana, ale obowiązkowa. Trzeba było się umyć... tez nie lubię, w tym stanie wyjątkowo nie znoszę, bo mnie woda bardziej boli.  
Jakoś specjalnie ruszać mi się nie chciało, ale przyjemne było łaszenie się, prężenie i wypinanie :)  
Po orgazmach Tygrys zaczął chrapać a ja zabrałam się za uzupełnianie glukozy! żarłam i żarłam, póki nie skończyły się ciastka, wafelki i pierniczki. Pusty talerz mnie nie zniechęcił, żarłam dalej owoce.  

Dzień później powtórka, ale łagodniejsza. Zaczęły się rozmowy o treściach abstrakcyjnych.  
Wyszło od dojenia krowy, bo uczyłam na się na agroshow. Powiedziałam wtedy mądrą mądrość, że "trzeba puścić, żeby szybciej leciało". Rozmowa szybko przeszła do łechtaczki, następnie do cewnika moczowego, który ja uznałam za wybitnie romantyczny a Tygrysa za specjalistę od tematów urologicznych. Moja naga Kobieta rozkręciła się w swoim monologu, ja się zawiesiłam, szukając ciasteczka. Ocknęłam się na hasło "złoty deszcz", co znów wiązało się z niechcianą misją "muszę się umyć". 

Mogę z Nią już chyba wszystko :)  

Klaczka 

piątek, 18 września 2015

boli bo ma prawo

Obudziłam się dziś z niesamowitą wilgocią między udami. Nic dziwnego, zawsze tak mam rano. W końcu facetowi też stoi nad ranem...



Nie spodziewałam się, że moja macica akurat teraz będzie chciała się oczyścić. Nie skumałam moich humorów pmsowych, bo... nie ogarnęłam jeszcze aplikacji na telefonie!
cóż jestem niewolnicą technologii.

jak tylko sobie uświadomiłam, że ciecze ze mnie jak dawno nie ciekło, od razu zaczęło mnie wszystko boleć. Wszystko na raz! i to nie było przyjemne, choć ból lubię. Pomyślałam, że najgorsza jest świadomość! Gdybym nie zobaczyła krwi na gaciach, nic nie miałoby prawa boleć, o!

Tak myślę sobie, że z wiekiem człowiek staje się wygodniejszy. Nie chodzi o to, że boli go mniej lub bardziej, tylko, że już się nie chce zgrywać twardziela, bo po co na siłę imponować całemu światu.

ale żeby akurat dzisiaj? jak mam zamiar ujarać się pierwszy raz w życiu z Tygrysem?
ciekawe jak to będzie, czy będziemy mieć wspólny świat, czy nie wpadnę w depresję bezrobotnego.
i czy nie dostanę jakiegoś krwotoku!


obolała (bynajmniej nie od klapsów) Klaczka

poniedziałek, 14 września 2015

wariacja myśli - I wpis ever

To nie jest tak, że nie chce pisać! To nie jest tak, że nie mam o czym! MAM!! I to mnie właśnie przeraża. Ten ogrom doświadczeń, wydarzeń, pragnień i marzeń. Trudno jest mi to uporządkować. Zresztą nie wiem też, czy to ma być chronologicznie, czy Klaczce wystarczy to, aby coś było?

...Klaczka - moja Zonka kochana :*

To skoro jestem Jej taka pewna, i planuje ją powkurzać swoją obecnością przy niej do końca któregoś życia to może powinnam od niej zacząć pisać? Albo zacząć od początku, od naszego początku?
Czy wierzycie w magię? Ale taką którą da się wyczuć, taką która Cię ogarnia, ale zdajesz sobie sprawę z jej istnienia dopiero w momencie kiedy jest. Tak miałam gdy poznałam Klaczkę :) Fajnie, nie? Kiedy w końcu odetchnęłam po poprzednim byciu z Kimś (raczej po ucieczce ze złotej klatki) zapragnęłam nic innego jak tylko najzwyklejszego, takiego mechanicznego, czysto fizycznego seksu. Ba! Byłam wtedy święcie przekonana, że bez większego zaangażowania uczuciowego można mieć dobry seks :) Szybkie wejście na K-K, wyszukanie anonsu, nawiązanie kontaktu i doprowadzenie do spotkania. Wszak obu nam chodziło o to samo. I tylko o to - żadnych związków! Urzekła mnie, sprawiła, że ta magia, która do tej pory była tylko taka wirtualna, ukryta na łączach, kablach i między słowami zawładnęła nas obiema!
Jest mi z Tobą bardzo dobrze Hany :* zakochuje się w Tobie co chwila :) Fajnie, nie?

ps. i obiecuje pisać regularnie. Pierwszy wpis za mną. Tygrysek.

o wyznaniach, żarciu i karach

(Nie wiem kiedy Tygrys zacznie pisać... Może nie ma czasu, może nie ma o czym a może się boi.
Przecież cieszyła się bardziej niż ja z tego bloga. Trudno, pociągnę to póki co sama.)

Nie mieszkamy jeszcze razem, więc właściwie, to taki nasz pierwszy wspólny dom. Ja sprzątam i wiecznie się wkurzam, że syf. Ona gotuje a ja tyję...
Chciałam własnie o tym żarciu.

Ostatnio uparłam się, że nie powiem Jej "kocham Cię". Podpadła mi strasznie!
Pewnie gdyby nie to, że więcej nas łączy niż dzieli, że nastolatkami już nie jesteśmy i z wygód bycia razem trudno zrezygnować, mogło być bardzo źle. Jednak z wiekiem "niewybaczalne" zyskuje inne znaczenie.
Przez tydzień udało mi się powstrzymać. Od wielkiego wkurwa, przez "ja Ciebie też" aż do sytuacji podbramkowej...

Podeszła mnie "od dupy strony". Najpierw chipsy, później najlepszy chleb z lidla aż w końcu oscypek...
iiiii.... wymsknęło mi się! Bo ja kocham żreć! i jak mnie karmi też kocham!
ale Ona nawet tego nie zauważyła. Kto cierpiał bardziej? chyba muszę wymyślać bardziej wysublimowane kary. Jest w tym pewne ryzyko, bo Tygrys to niebanalny stwór i kara może Jej się spodobać.

aaaa! muszę sprostować wyobrażenia. Nie jesteśmy grubymi lesbiszczami, z krótkimi tłustymi włosami, które udają, że są zajebiste.



pisała: Klaczka

sobota, 5 września 2015

Postanowienia początkowe

Wydaje mi się, że pisanie wspólnego bloga to wcale nie takie hop siup. Aby to miało ręce i nogi potrzebne są jakieś zasady. 

- nie ograniczamy się w tematach, nie obieramy jednego słusznego stylu, 
- piszemy pod pseudonimami, nie pokazujemy twarzy, 
- nie plagiatujemy, ewentualnie cytujemy, 
- sytuacje są prawdziwe, osoby też (nie ujawniamy tożsamości swoich znajomych),
- staramy się pisać regularnie, 
- podpisujemy się pod swoimi wypocinami, 
- szanujemy każdego czytelnika i tego samego oczekujemy, 
- nie kasujemy nie swoich notek,
- nie przejmujemy się komentarzami- ochoczo wchodzimy w dyskusję, 
- nie kasujemy bloga po ewentualnym rozstaniu. 

Jesteśmy piękne, silne i inteligentne! W odpowiednim wieku, by zdobywać świat. 

piątek, 4 września 2015

faza wstępna

Jesteśmy... no kto nam zabroni! normalne, choć kontrowersyjne, jak to baby. 

Klaczka- zagorzała lesba, raczej homofobka, bo nie lubi tej propagandy. Ma swoje fochy, zwane dalej wstrząskami (od zawsze i na zawsze). Wiecznie się odchudza, a kiedy sumienie śpi (czyt. w nocy), wyżera wafelki. Ostatnio regularnie odwiedza też lodówkę. Uparta, często tak dla zasady.  Ma alergię na wodę i disco polo. Na koty też, ale tajniacko to maskuje. Raczej buntowniczka. Lubi być klepana- jak to Klaczka. Uważa, że ma super extra czad na maxa dziewczynę.

Tygrysek- trudno Jej nie lubić, jeszcze trudniej z Nią nie pić. Ulubiony trunek- piwo, choć w lodówce znajdzie się wszystko (jedzenia w sumie najmniej). Miły stwór lub szczery- czasami pozwala wybrać rozmówcy jaką ma być. Nie lubi się wspinać na ostatnie piętro (w ogóle nie przepada za wysiłkiem) za to lubi się wylegiwać. Pieniądze się Jej nie trzymają. Bywa wybuchowa, zwłaszcza jak Jej zmienią dawki leków- hormonów oczywiście. Raczej szczupła- ewentualne defekty urody tłumaczy tarczycą (bo przecież nie piwem). Mruczy i gada przez sen- jak to Tygrysek. Uważa, że ma super extra czad na maxa dziewczynę. 

One- niezwiązane, ale nie wierzące w wolny związek. Wiążą się czasami w łóżku. 

Normalne? jak dla kogo... 
kochające się- to na pewno. 

Opowieść czas zacząć!