sobota, 26 grudnia 2015

świąteczne "bez sensu"

Święta. Zamiast chlać ze znajomymi, szukam pracy. Znowu. Nic się nie zmienia od kilku miesięcy. Wkurza to, że jeśli już jest coś konkretnego, to dedykowane i obstawione zanim się pojawi ogłoszenie. Tak było ostatnio. Zostałam niemal zbluzgana w Urzędzie Pracy, że przecież pojawiło się stanowisko dla technika analityka. Sprawdzałam zanim poszłam. Nie było. Pojawiło się 23 grudnia z datą rozpoczęcia pracy 23 grudnia. Kto przed świętami zaczyna pracę na nowym stanowisku?! Nie mam sił. Wiedziałam, że wybieram sobie kierunek drogi i nie najłatwiejszy. Już nie wierzę, że znajdę coś przed zdaniem egzaminu. Nie chcę być wykorzystywana. Nie chcę nudzić się w pracy i czuć się niepotrzebna... a tak będzie, bo muszę się zatrudnić gdziekolwiek. Pewnie dojdzie do tego, że trafię do kolejnego kołchozu i znów jako anonimowa osoba, stanę się buntującą innych szują, bo przecież nie wolno mieć swojego zdania.

Jutro wyjeżdżamy z Tygrysem. Nie ukrywam, że nie cieszę się. Jestem wdzięczna, pokorna i kochająca, ale nie ciesze się. Pomijając fakt, ze nie lubię się pakować. Nie lubię też, gdy nie jestem samowystarczalna. a ten stan trwa zbyt długo. Boję się też obcych dzieci, właściwie ich rodziców, bo jak ustawić do pionu wrednego obcego dzieciaka nie narażając się na nienawistne spojrzenie rodzica? nie da się.  Nie nastawiam się negatywnie. Analizuję różne sytuacje.

Będzie pięknie, cudownie i pewnie przywiozę wspaniałe wspomnienia, tylko powrót też będzie koszmarny. Bo do czego? do bezrobocia i perspektywy szukania miejsca dla siebie na produkcji?

boję się nowego roku, bo zawsze może być gorzej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz