piątek, 25 września 2015

przygoda pierwsza

Decyzja o założeniu wspólnego bloga zapadła w pięknych okolicznościach przyrody, gdy jechałyśmy na Mazury. Nie wiem dlaczego zaproponowałam. Może po to, by nie pisać na starym blogu. Przecież nowe życie przed Nami a tam tyle przygodnych znajomości się przewinęło... nie, Tygrys tam nie pasuje.

wiedziałam też, ze nie odmówi. Tygrys ma coś takiego szalonego w sobie, że lubi wszystkiego próbować, w przeciwieństwie do mnie.

To był sierpień, historyczne upały 35 stopni. My w świeżo odebranym od mechanika Bąblu (przesłodkiej i kapryśnej Micrze) bez klimatyzacji, bo już kasy nie stykło i czasu na takie pierdoły.
Jechałam po przygodę a było ich aż nadmiar.

Bąbel sunął po autostradzie 170km/h! aż nie wierzyłam, że tak umie... W sumie to nie umiał, wkurzył się, że jest popędzany i zaczął dymić z każdej strony, bez uprzedzenia! Stanęłyśmy na pasie awaryjnym, po 2h jazdy z perspektywą, że nigdzie nie dojedziemy. Po tygodniu niepalenia, spaliłam 4 fajki pod rząd, aż mi się niedobrze zrobiło. Tygrys dzwonił tu i tam, dowiadując się o co chodzi, bo żadna kontrolka wcześniej się nie zapaliła. Silnik trochę ostygł, okazało się, że Bąbel znów zeżarł cały olej.
Jakimś cudem ruszył. Całe szczęście, że miałyśmy olej i że było miejsce żeby się zatrzymać i że nie zdarzyło się to kawałek dalej, gdzie kombajn w polu robił straszy syf.

aż mi ciśnienie skoczyło jak o tym piszę a Bąbel wciąż u mechanika...

kolejne przygody może innym razem, Jutro spotykamy się z ekipą na pokaz zdjęć. Jak zwykle mamy najwięcej. było 700- ograniczyłam do 186.



a tu Bąbel na autostradzie w trakcie pięknego zachodu słońca :)





Klaczka :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz