Smród trupa jest jednym z najgorszych zapachów jakich doświadczyłam! Wchodzi nosem, tam jakby wiruje i przenika do każdej tkanki. Czuć go nawet jak się wyjdzie z danego otoczenia. Opis trupa, który w temperaturze ok. 30 st. spędził 5 dni też nie należy do przyjemnych. Ale mówić trzeba, nie ma sensu chować takich doznań w sobie. Trza się podzielić pięknem biologi!! Tym jak leżał w kurtce na łóżku, ale nogi miał na dole. Jakby nie miał siły ich podnieść, albo jakby tylko na chwilkę się położył bo zasłabł. Tym jak przy pomocy grawitacji zmienił kolor na... trupi. Krew mu odpłynęła.
Oraz, że strażacy kazali się schować do domu i opuścić korytarz bo...bo... bo może wybuchnąć! Ciało spuchnięte od wody nie dało się znieść ze strychu w jednym kawałku. Pewnie się rozlało. Oby już w tym czarnym worku. I oby wraz z ciałem znikły te białe robaki co się padliną żywią. Tych się boje najbardziej. Pewnie jak zostały zamienią się w muchy. Much będzie pełno w tym roku!
Ale najgorszy jest smród! Nic nie da się z tym zrobić. Wspólne połączenie mieszkań rurami kanalizacyjnymi sprawiło, że dostał się on to mojego mieszkania. Ale i tak by się dostał, bo ściana jest cienka i z dykty. Nie otworzę okna by to wywietrzyć, bo Jego jest zaraz obok i też tam się wietrzy. Jak otworzę pewnie zdechnę. Korytarz...Nie, nie ma mowy! Wietrzy się, okna otwarte, ale czarny worek nie pochłania zapachów. Tylko trzyma by nie kapało na schodach...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz