sobota, 27 sierpnia 2016

...

Wracam z pracy, na klatce już pachnie obiadem. Czuję, że to Tygrys znów coś pysznego mi robi :) Później najczęściej umówione spotkanie. Powrót do domu i stres, że znów się nie wyśpię. Nadal chodzę zestresowana. Może nawet bardziej niż na początku pracy. Zostaję dłużej w pracy, choć już dawno odrobiłam moje zaległe 4h, bo ktoś musi podbić wyniki. Co prawda jest już 3 diagnostów, ale Marcin miał kilka dni wolnego, nowa Magda nie mogła przez jakiś czas się podbijać, bo umowy nie miała, więc zostałam ja, biedny poczatkujący żuczek z całym labo na głowie. Przez to bardzo źle przeżyłam ostatni PMS. Do tego stopnia, że szefowa pytała się czy coś się stało, może ktoś mi zmarł? I że jak chcę, to zawsze mogę pogadać. Oczywiście dzień przed tym wybuchem miłosierdzia była mała burza, taka, że pewnie rzucałabym talerzami albo trzaskała drzwiami gdybym miała okazję.

Okres przyszedł a ja poczułam się jakby lepiej. Najgorsze jest to, że PMS wypada na ostatnie dni przed wypłatą, więc sytuacja pewnie będzie się powtarzać ze wzmożoną siłą. Nadzieja w tym, że nabiorę wprawy i będę lepiej to wszystko ogarniać, bo doszło do tego, że przy pobieraniu krwi się relaksuję :)

Pierwszy dyżur 24h za mną. Szczerze, wolałabym zapieprz przez 12h niż siedzenie i czekanie na kogokolwiek. W takim stanie nicnierobienia totalnie nic się nie chce. Próbowałam dziergać, ale nie wyszło. Próbowałam ściągnąć coś, ale internet za wolny. Nawet gadać nie ma o czym, bo nic się nie dzieje. Dobrze, że choć na chwilę przyjechał mój Tygrysek wybawca i obejrzałyśmy sobie film.
Miałam spotkanie, znów po latach, z Czternastką, która ma już jakieś 21. Trochę się wynudziłam. Truła mi o koniach, zawiedzionych miłościach… jakoś przeżyłam, ale kilka godzin sam na sam po tak długim czasie męczy. Zwłaszcza, że ja nie bardzo lubię spędzać czas na rozmowie.

Na Strzeleckiej akcja dopalacze. Średnio raz na minutę do tajemniczego lokalu wchodzi klient. Niekiedy prawie tworzy się kolejka. Później leżą na schodach i nie mają siły się ruszyć. Dobrze, że tylko taką sytuację widziałyśmy, bo nie wiadomo czego się spodziewać po takim. Wyskoczy z nożem, bo będzie miał jakieś urojenia i stanie się tragedia. Strach wychodzić na ulicę nawet kiedy jest jasno, w niedzielę, kiedy przykładny polak katol idzie do kościoła lub na rodzinny spacer.

A mi jaranie już nie służy. Nie mam siły ani nic powiedzieć ani się ruszyć. Do tego stopnia, że narasta we mnie agresja, wpadam w doła i nawet spac nie mogę za bardzo, bo boję się, że przestanę oddychać. Choć seks był wspaniały! Najlepszy jaki miałam! Czułam się jak w raju, swobodnie i wyuzdanie :) Ale z Tygrysem zawsze są fajerwerki, nawet bez wspomagaczy. Bardzo mi się podoba i podnieca! Chociaż po alkoholu nie mam ochoty…  

Mikuś przyjeżdża w ten weekend. Cieszę się, bo w końcu mam o czym mówić. Ciekawe jak Ala będzie się zachowywać w towarzystwie jego faceta. Ciekawe czy go polubię. Musiałabym z nim pogadać sam na sam, bo on przy innych też bardziej gra niż jest sobą, oczywiście twierdząc, że jest inaczej. Taki strzelec…

Miałyśmy sprzeczkę o żagle. Boję się wsiadać na sigmę. Nie znam się na tym na tyle, żeby sama z Manią ją prowadzić w dodatku z pasażerami. Z drugiej strony, gdyby był na niej ktoś, kto zna się bardziej, czułabym się niepotrzebna, zbędny balast. Poza tym ja nie wiem jak się takie maleństwo zachowuje, bo na całe 3x pod żaglami, była to wielka krowa, którą trudno wywrócić. Nie chcę wpaść do wody. Teraz wiem o co mi chodzi, umiem to jakoś nazwać, ale wtedy byłam po prostu wkurwiająca. Wiem o tym. Ukradkiem w nocy przytulałam się do Tygryska, bo mi było strasznie smutno i przykro i głupio, że jestem taka popierdolona. Mam jakieś swoje zdanie, ale nie umiem go wyrazić.

Jestem chyba na etapie przejściowym przyzwyczajania się do nowej rzeczywistości. Wrażenia już się uspokoiły i zaczynam tęsknić. W Poznaniu za Gnieznem, w Gnieźnie za Poznaniem. Podziwiam nową koleżankę z pracy, że rzuciła się na nowe miasto, gdzie nikogo nie zna. Taki mam już charakter, że trudno mi się przyzwyczaić. A Nową trzeba się zająć, bo mi jej trochę żal. Zaplusowała tym, że uznała, że jestem fajna i normalna i że dobrze się trzymam, bo swojej mamie mówiła, że jestem mniej więcej w jej wieku :)

Aaaa! i jeszcze to, że innej lasce z pracy powiedziałam, że mieszkam z dziewczyną. Skoro pytała… stres był! Gorąco się zrobiło i na chwilę byłam wyłaczona z rzeczywistości.
Skoro kocham Tygryska i mieszkamy razem i jesteśmy szczęśliwe, to czemu nie mówić o tym?
Po tak długim czasie mogłabym jeszcze długo, ale pewnie będzie do tego okazja niebawem.




(ostatnio mniej narowista) seksi klaczka


niedziela, 17 lipca 2016

***

Przyjechałam na weekend do Gniezna. Niestety stwierdzam, że mi to nie służy, bo od razu przytyłam. Chyba już jak zobaczyłam wątróbkę, to przytyłam z pół kg. Później Babunia przywitała mnie boczusiem! A boczuś jest taki pyszny…. Ale dużo nie zeżarłam! A trzeba było sam boczek a nie wszystko dookoła.
To nic. Żonka mnie odchudzi na kapuście. Bo ostatnio wszystko było z kapusty :) albo na mazurach się odchudzę, choć pewnie będą mnie zmuszać do jedzenia i szlag trafi mój niecny plan…
Tygrys sobie pojechał na Woodstock, beze mnie. Ja poszłam grzecznie do pracy. A właściwie pojechałam Bąblem. Dlatego to podkreślam, bo jechałam tylko w jedną stronę… Padł akumulator! A to był dzień, gdzie lało cały czas i podtopienia piwnic, zerwane trakcje i rozwalone transformatory. Mi akumulator padł. Posiedziałam trochę w Bąblu, mając lekką nadzieję, ze chociaż trochę przestanie padać i poszłam na tramwaj… bez parasola. Oczywiście mogłam zawołać kogokolwiek do odpalenia, ale pechów miałam więcej. W portfelu kasy tyle, by chleb kupić, czyli 5zł, a wypadałoby zapłacić za usługę lub chociaż zaproponować. I jeszcze tego dnia zapomniałam telefonu. No w dupie totalnie ciemnej byłam. Więc przemoczona do stanika i gaci pokornie polazłam na tramwaj.
Tygryskowi jeszcze nic nie mówiłam, bonie było kiedy. Mam nadzieję, ze przez to wybaczy mi, że nie umówiłam się do dentysty, ale sytuacja była jeszcze bardziej wyjątkowa, bo w ta wielką ulewę zaczął przeciekać dach! Słyszałam tylko kap kap…
Nie wiem czy spać nie mogłam z nerwów czy tęsknoty, ale musiałam się zaćpać, by zasnąć, by rankiem wyskoczyć z łóżka, podreptać na tramwaj i przybyć do pracy. Już przygotowana na płacenie za odpalenie, z telefonem i całym sprzętem jaki miałam wywieźć do Gniezna na weekend.
Aaaa! I jeszcze mam błąd na umowie o pracę, bo naliczyli mi 20 dni urlopu a przecież mam 26 przy pracy 7,35h jako służba zdrowia.
Poprosiłam szefową o odpalenie Bąbla. Wyjaśniłam, że umiem, że mam kable, że ma tylko podjechać i otworzyć maskę. W wyniku tego niecnego planu, kazałam mi wyjść pół h wcześniej a odpalał mnie facet głównej szefowej, czyli pani dyrektor stacji krwiodawstwa, z którym umówiłam się na szachy :D
Przy okazji zjebał jakąś kobietę, bo ta się denerwowała, że ją zastawił :D
Wesoło mam w pracy, choć ten pamiętny dzień z deszczem i Tygrysem na Woodstocku ciężki był…


Klaczka :)

wtorek, 5 lipca 2016

bieżące informacje

Oj dzieje się, dzieje :) I nie narzekam, przeciwnie, bardzo mnie to cieszy :)
Wiecie jak najlepiej sprawdzić dopasowanie dwóch osób do siebie i siłę związku? Należy umieścić ich w jednym kajaku! Autentycznie!! Był wkurw, były nerwy, przekleństwa, złości i wścieklizna. Ale było cudownie!! I to pierwsze nie ma już tak wielkiego znaczenia w porównaniu z super wyjazdem z Żonką. Nie powiem, że było łatwo, bo o mało co a rozwód byśmy wzięły. Fakt jest taki, że się znowu w tej swojej Pannie zakochałam. Żadna inna by nie dała rady ze mną tyle wytrzymać. I chyba każdej innej bym jednak przypierdoliła z wiosła jakby mi zasnęła po pijaku w kajaku. A jednak Klaczka nie oberwała ;) Mamy fuksa, że na siebie natrafiłyśmy :)

Jeszcze z istotniejszych rzeczy to informacja, że po wielu staraniach i namowach udało się nam w końcu zamieszkać razem. Z nastawieniem, że na dłużej niż tylko kilka godzin w weekendy. Na razie mega mi się podoba. Jest czyściutko w mieszkaniu i mam się do kogo odezwać przy posiłku. Utworzył się już swego rodzaju podział obowiązków - Hany sprząta, pierze, ściera kurze, układa w szafach, prasuje, przekłada i porządkuje. Ja gotuje. Moje Kochanie lubi jeść :)


środa, 22 czerwca 2016

skrót skrótów

Ostatnie kilka tygodni spędziłam nad notatkami. Inni pewnie siedzą nad książkami, ale ja i tak z każdej książki robię własny skrót, więc przyłożyłam się na wykładach i stąd nie musiałam tracić kasy na kilka drogich książek.
Byłam na rozprawie przeciwko Amazon. Niby jako świadek, ale trochę to przeżyłam. O szczegółach nie mogę pisać, bo dyrekcja amazona ma wszędzie swoich ludzi i nigdy nic nie wiadomo.
Tygrys zdała egzamin na sternika i będzie mnie wozić jachtem po jeziorach. Nie żeby było mi z tym dobrze, bo czuję się gorsza i mam przy niej dużo do nadrobienia. Jest plan, żeby trochę popracować, odbić się od drugiego dna i zacząć robić prawko na moto, ale ciii… Oczywiście mogłabym jeździć na 125, ale szkoda kasy na bzyczka.
Bąbel miał bliskie spotkanie ze słupkiem. Nie wiem jak to się stało i dlaczego akurat przed egzaminem, ale było gorąco a ja starałam się nie posrać ze stresu. Na szczęście, będąc żoną Tygrysa, znaleźli się dobrzy kumple, których jeszcze bąbel nie odstrsza i ładnie doprowadziły go do stanu używalności. Kolejnym krokiem jest nowy zderzak i klima, ale pewnie kasy z ubezpieczenia nie starczy, bo trzeba opłacić dyplom, zdjęcia, notariusza, lekarza, pieczątkę i kupić butle z gazem na kajaki.
Bo jedziemy na kajaczki :) i na żagle też. A najlepsze jest to, że jeszcze nie pracuję, a już mam urlop :D Jak zdam, to podpisuje umowę. Prawdziwą umowę o pracę. Będę diagnostą i będę autoryzować wyniki.
Więc nie zostaje nic innego jak zdać. Dziś już mi się nie chce… więc udając, że odpoczywam, robię sobie piękne stópki. żeby Tygrysa nie podrapać w łóżku :) bo się w niej znowu zakochałam.  Fajna ta moja żona.

klaczka


czwartek, 19 maja 2016

gdzie są moje pieniądze!

Jak to się dzieję, że jak tylko dostane trochę kasy ( tak jak na przykład teraz w postaci premii) to ona raz dwa trzy gdzieś się upłynnia!
Forsa się mnie nie ima!
Ps. A Ktoś mi obiecał, że mnie nauczy oszczędności!!

piątek, 29 kwietnia 2016

wytłumaczenie

Mam takiego dziwnego doła, że aż trudno o tym pisać. Taki ciężki, pełen zobojętnienia i stracenia wszelkiego sensu. Na nic nie mam ochoty, za to pomysłów pełno, tylko żaden nie wychodzi.
W przerwie między nauką chciałam zrobić kiciusia na szydełku. Takie prostego na 3h roboty, nawet nie. I co? Nie wychodzi! To dołuje jeszcze bardziej, bo ma się wyrzuty sumienia, że jednak nic nie umiem na ten egzamin.
Poza tym jak go zdam? To co wtedy? Nie mogę już siedzieć na dupie i czekać na łaskę. Muszę iść gdziekolwiek i wyprowadzić się, bo z matką dostaję często szału. Nie, że mnie wkurza, tylko żal mi jej, bo też straciła pracę i jak ma mieć pasożyta na utrzymaniu, to wolę się wynieść…
Z drugiej strony jak się wyprowadzę, to się zatęsknię… bo jestem teraz tak podzielona na pół… najgorsze, ze wszędzie jestem zaangażowana emocjonalnie. No tak mi się zrobiło na starość.
A to wszystko musiałam napisać, bo tygrysowi należy się wytłumaczenie moich zachowań, które i tak udaje mi się ukrywać, ale jeszcze trochę i wybuchnę, albo rykiem albo agresją.

Taka jestem popieprzona, ale przynajmniej staram się wyjaśnić dlaczego, chyba po prostu to strach. 

Klaczka

środa, 13 kwietnia 2016

nie tracić czasu



Szybko ten czas biegnie a zmiany, o których pisze Tygrys nastąpią w przeciągu najbliższych miesięcy. Gdzieś kiedyś przeczytałam mądre słowa, że czasu nie można zabijać, tylko go wykorzystywać. Staram się tak właśnie robić, jednak z drugiej strony wciąż go mało. Chodzi mi o egzamin końcowy. Niby uczę się regularnie, jednak z moimi ambicjami pojęcia WSZYSTKIEGO, jakoś wciąż czuję się niedoskonała. Długa droga przede mną a licznik pokazuje już tylko 72 dni.

Wciąż najpiękniejsze są weekendy, kiedy mogę się obudzić i widzieć zaspane oczka Tygrysa.  Ten był wyjątkowy, bo Tygrys i reszta załogi mieli pierwsze wyjście na wodę w ramach kursu na patent żeglarza jachtowego. W niedzielę pojechałam do nich. Nie trudno było zgadnąć, że to Oni. Jedyna żaglówka na jeziorze i załoga w kapokach. Słodko wyglądali! Widać, że tworzą zgraną ekipę i nawet laska, która została do nich dołączona się wtapia w towarzystwo. Zazdroszczę im… Ja pewnie nie zrobię tego kursu, pewnie będą ważniejsze sprawy. Z drugiej strony obiecałam, że nauczę się obsługiwać harmonijkę, żeby były jakieś przygrywki do szant :) ale to wszystko pewnie dopiero po egzaminie właśnie z tego powodu, że czas wykorzystywać czas.  

Wielbię też Tygrysa za determinację w chudnięciu. O ile ja pochąłniam ponad 2l wody i odżywiam się jajkami, jabłkami, marchewkami i płatkami głównie jaglanymi, Ona zaczęła regularnie chodzić na basen. Nie po to, by leżeć w jaccuzi! Poza tym wykupiła kartę multisport… I tak pięknie chudnie, że się zaczynam obawiać takiej wizji- Ona piękna wysoka szczupła a ja gdzieś tam na dole za Nią się kulam… Chociaż ja też już schudłam 7kg, ale waga jakby stanęła. A tu taka miła niespodzianka ze strony wagi:
                                     

Tęsknię już do szydełka. Mam fazę na stworzenie albo bakterii albo narządów anatomicznych takich jak GIANTmicrobes :) Proste i efektowne. Mało jest takich branżowych pierdół na rynku, więc można by tez co nieco sprzedać. Może jednak powinnam uwierzyć w swój talent i spróbować.

Będąc na bezrobociu nie umiem się nudzić. Jestem bardzo zarobiona. Na tyle, że wczoraj zapomniałam iść na wizytę do urzędu pracy. Niestety olśniło mnie przy matce i tak mi się głupio zrobiło! Bo nie dość, że pasożyt, to jeszcze nieodpowiedzialny. Wrrr! Poszłam po l4. Moje pierwsze w życiu. Nigdy nie miałam tego nawet w dłoni! Pierwsze i już trzeba kłamać. A wiadomo, że jak trzeba, to nie umiem. Z moim szczęściem znów trafiłam na lekarza obcokrajowca. Nie umiem z nimi rozmawiać, bo mam wrażenie, że mnie nie rozumieją… Ale poszło gładko i dziś urzędniczka nawet się zmartwiła, ze mam wracać do domu i przyjść jak mi się skończy zwolnienie. Jednak nie taki diabeł straszny! Z drugiej strony sypiam urzędniczkę, więc może się przyzwyczaiłam ;)

Miałam w planach jeszcze wyrzucać swoje żale na ustrój i na zakłamanie kościoła, ale dostałam okres i zobojętniałam. Oj, ale to, że Peatz ze swoim nadpobudliwym chujem koncelebruje jedną z ważniejszych mszy państwowych w tym roku, bo rocznica chrztu Polski w głowie się nie mieści! Chyba jeszcze o tym wydarzeniu coś napiszę…

W niedzielę moja ukochana siostra bienie półmaraton. To mój kolejny autorytet. Mieć taki charakter, żeby od zera dojść do takiej formy, żeby być w stanie biec tyle km? Szacunek i Gratulacje! Odziedziczyłam chyba inne geny, bo jestem zbyt leniwa…

A tu wraca na ląd moja najlepsza załoga! Czyli przyszli kapitanowie. Oni naprawdę płyną :)
                                       

Klaczka :)


wtorek, 12 kwietnia 2016

carpe diem

Czy śmierć nieznanej nam wogóle osoby może nas wzruszyć? Oczywiście! No pomijając efekty walki hormonów przed okresem, to mnie takie coś dopadło. Siostra kolegi, znana mi tylko i wyłącznie z kilku opowieści. Rzekłabym, że całe życie przed Nią. Odeszła niespodziewanie i szybko. Może to mnie tak dostknęło? To, że może mnie to spotkać bez żadnych znaków, bez ciężkiej choroby czy z powodu wypadku. Tak po prostu. Przyszedł na Nią czas, choć była młodsza niż ja. Czyżby kostucha zbierała już żniwa z mojej półki?

Zawsze mi wpajano, że na śmierć nie da się przygotować i trzeba tak żyć jakby dzisiejszy dzień był naszym dniem ostatnim! 





Tygrys krzyczy: Czas na zmiany bo czuję, że marnuje czas! 


czwartek, 7 kwietnia 2016

na bieżąco

Po cudownym weekendzie nastały czarne chmury. 
Tygrys zdenerwowany, ja jakaś taka zdołowana.
Niby z boku sielanka, ale czuje się napięcie. Przesilenie wiosenne, moje ulubione wytłumaczenie. Słońce jakoś za mocno świeci i za mocno grzeje. Dupa niby mniejsza, ale to nie to, co powinno być o tej porze roku. Zobojętnienie… Moje problemy jakby takie błahe a przecież są. Stresuję się egzaminem i praktykami. Jedyne co pewne, to to, że pójdę do pracy gdziekolwiek. Pewnie znów trafię do jakiegoś niezbyt ciekawego miejsca, byle tylko coś robić i mieszkać razem.

Miałam pisać o naszej namiętnej nocy, po której nie chciało się wstawać do szkoły, bo Żonka taka piękna i cieplutka przekręcała się na drugi seksi boczek… w ogóle zakochałam się w Tygrysie! Bo jest taka dobra. Już nie ma takich ludzi…


Widziałyśmy włamanie. Dziwna sytuacja, jak nie wiesz czy to, co się widzi, to prawda, czy jakieś nocne zwidy. I te myśli, ze przecież nikt normalny nie wychodzi oknem… Tygrys zgłosił zdarzenie. Taka jestem dumna, że jest moja! 

Klaczka

wtorek, 29 marca 2016

jajko niespodzianka

Są takie znajomości, które wspomina się z wielkim sentymentem. Czasami te znajomości potrafią Cię jakimś cudem odnaleźć i przypomnieć o sobie w najmniej oczekiwanym momencie. W tej konkretnej to się działo od zawsze i zdarzyło jeszcze raz. W święta…

Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie mail, na który trafiłam przypadkiem. Na tysiąc pińcset skrzynek z czasów romansowania otworzyłam jedną, bo akurat trafiło mi się z hasłem. Z miliona spamów cudem natrafiłam na ten konkretny mail, przywołała mnie myślami czy jak?

List miłosny, napisany w jedynym w swoim rodzaju stylu. Nie musiała się podpisywać, żebym wiedziała, że to ona. Jak można po tylu latach wzdychać do tej samej osoby? Niepojęte i miłe… Stanęłam na wysokości zadania i odpisałam jednoznacznie, ale życzliwie. Że sytuacja się zmieniła, że mam Żonę, że jestem szczęśliwa,  że oczywiście Taką znajomość trzeba pielęgnować i oczywiście, że możemy wypić wino w krzaczorach, tylko bez mizianek, całusów i maślanych oczu. I czy stać ją na to.

Trochę mi jej żal, że przez tyle lat nie potrafiła się odkochać. Przecież dawałam szansę. Cóż, pierwsza miłość to egzamin z uczuć. Bo mowa o moim najcudowniejszym Epizodzie, który wtedy miał naście, dziś ponad 20 lat.

Może nie powinnam o tym pisać na Naszym blogu, ale to jakby powrót do przeszłości a o niej zawsze ciekawie się pisze, choć niewiele zmienia w rzeczywistości. Nie chcę wzbudzać zazdrości w żadnej ze stron. Zazdrość należy dusić w zarodku.


Klaczka

wtorek, 15 marca 2016

WieśParty

W ostatnim czasie sporo sie działo. Miałyśmy przygotowania do parapetówki. Obmyśliłyśmy plan działania, listy zakupów, wymyśliłyśmy menu. Lista zaproszonych też oczywiście była zrobiona. W pierwszej wersji 60 osób. Z czasem osoby zaczęły się wykruszać do końcowej liczby około 30 :) Ale to nie miała być zwykła parapetówka! oj nie! i na pewno taka nie była :) Ta impreza była przebierana- tak jak w temacie posta - WieśParty. Interpretacja hasła dowolna, więc przebrania były urozmaicone: od Barana co od progu po czterech wchodził, Rolników, Mechaników, Rosyjskich Div, Chłopków Roztropków, Żuli z Rancza, Farmerów, Pana w sandałach i skarpetach (hit wakacyjnych plaż), Wiejskich Piękności w kuszącej kracie i ogrodniczkach, a skończywszy na nas - Chujowych Pani Domu :D
Klaczka pięknie sie spisała. Była dla mnie mega oparciem. Oczywiście do czasu otworzenia czwartego piwa i wypicia kilku kieliszków cytrynówki. "tyyygggrrrrryyyssss, tttyyyyggggrrrryyyysss...nalej mi!" Świetna impreza, bosko się piło. Smiechów było co nie miara. Sąsiedzi nadal się do mnie odzywają, więc przyznaje z czystym sumieniem, że się udało. I bardzo się z tego ciesze :D

ps. następna impreza pod hasłem Dziwki i Księża

Podpisano tttyyyyyggggrrrryyyysss

czwartek, 18 lutego 2016

plany

Rzadko piszę z lenistwa i tego, że na bezrobociu trudno o ciekawe historie…
Zapłaciłam ostatnią ratę za studia. Na koncie zostało 2,60. Trzeba się zacząć uczyć po mału a przynajmniej ogarniać notatki, bo syf się zrobił. Dostaliśmy pytania na egzamin. Czarna magia. Niby coś świta, ale jednak nie. Trzeba zrobić listę rzeczy do wykucia, bo niemal każdy temat można do niego sprowadzić typu cukrzyca, nowotwory, nadciśnienie, miażdżyca i podstawowe zakażenia.
Już nie mogę się doczekać tego egzaminu, serio! Ale przed tym są praktyki. Niby tez spoko, ale już większy stres jak dla mnie. Zacisnę zęby i będzie dobrze. A później nawet ciekawie się robi, bo ( i tu już się nie pocieszam, bo to są fakty) szuka się diagnostów z numerem, selvita otwiera kołchoz dla naukowców (pewnie będzie dobrze płacić), policja podobno też, choć ogłoszeń jeszcze nie ma (ale to mniej prawdopodobne).
W horoskopach na czerwiec mam, ze zmieniam z powodzeniem ścieżkę zawodową i zaczynam nowe życie (pewnie wyprowadzka na stałe tez tu jest), a na kwiecień stan wytężonego wysiłku.
Wszystko się ułoży. Tak długo już walczę, że musi się wszystko odkręcić.
Bardzo bym też chciała przestać palić (teraz to kwestia tygodni, gdyż już na nic mnie nie stać) oraz schudnąć. Może ćwiczenia zamiast fajki? Tak trzeba będzie zrobić.

Tygrys jest taki wyrozumiały i wzruszajcy i jest bohaterem domu, zwłaszcza jak jedzie po klapę bez wymierzenia muszli ;) ale tygryski nie muszą umieć wszystkiego i tak są wystarczająco ogarnięte życiowo J  

Klaczka

prześliczne mieszkanko

Odebrałyśmy klucze od mieszkania. Co niektóre osoby zdążyły już ocenić i podoba się ;) no bo tak: jest wieeeelka łazienka z ogrzewaniem podłogowym i wanną narożnikową, jest jasny duży pokój ze ścianą tablicową i jest antresola a tam tyle miejsca ze można imprezy robić, gdyż są siedzonka pod ścianą. Mamy też teren wychodzący poza mieszkanie nad sufitem korytarza klatki schodowej i Tygrys nakręcił się, że tam będzie szafka z zabawkami :)
Termin parapetówy ustalony na 12 marca. Ciekawe ile osób przyjdzie. Mamy cudownych znajomych. Pomoc płynie z każdej strony. To wzruszające! Od zazdrosnych i nieprzychylnych się odcinam. Oczywiście, że znalazłoby się kilka osób. Roboty trochę jest, jednak i tak wszystko ruszy na dobre jak trzeba będzie J taka ludzka mentalność. Tydzień za tygodniem uciekają. Cieszę się, choć tez bardzo boję. 

poniedziałek, 8 lutego 2016

***

To był przedziwny wieczór. Ze wspaniałymi ludźmi, mnóstwem jedzenia i morzem alkoholu. A ja byłam totalnie zamknięta. Tylko słuchałam, obserwowałam i toczyłam wiele wewnętrznych bitew. Mam takie przemyślenia, o których strach opowiadać. Właściwie nie uczestniczyłam w żadnej rozmowie a powinnam.

Mikuś przyjechał na urlop. Relacji z nim nie da się opisać. To nie jest zwykły przyjaciel, to już legenda.
On nie wróci na stałe do PL, choć jako strzelec jest nieprzewidywalny a los może być nieprzychylny.
Nie sadziłam, że aż tak bardzo za nim tęsknię. Wyparłam to ze świadomości. Jestem mistrzem wypierania się uczuć.


I choć wieczór minął szybko, ja wciąż nie mogę dojść do siebie. 

Klaczka

środa, 3 lutego 2016

Gdzie jest wódka?

Nie mam ani kropelki alkoholu w pokoju, nie licząc masy perfum, ale desperatką nie jestem. Na szczęście już nie ryczę, choć godzinę temu było słabo… Pogadanka od mamusi, na wiadomy temat rozpoczęty takim samym pytaniem „a jak praca?”. I naprawdę tym razem byłam szczera. Powiedziałam mniej więcej wszystko co mi leży na sercu odnośnie amazona, bo przecież ona wciąż mnie tam widzi… to też boli, jakby mnie miała za totalne dno. Nie jest mi dobrze w mojej bezrobotnej sytuacji. Wygodnie też mi nie jest, jak to się może wydawać z zewnątrz, gdyż wraz z wypłatą totalnie straciłam nawet tę wątpliwą niezależność. Ja wiem, że ona się martwi, że oczywiście pomaga jak może… tylko ja już nie mogę słuchać o amazonie. Może sobie wmawiam, że tam tak okropnie, może jednak powinnam się zatrudnić na te parę miesięcy. Ja się po prostu boję. Nie chcę znów ukrywać się miedzy alejkami i ryczeć, myśląc co a tu robię. Nie chcę czuć się jak gówno, z którym nikt się nie liczy.
A w tym wszystkim już tęsknię za nią, bo czuję, że lada chwila wyprowadzę się stąd. To już nie jest fanaberia, tylko plan na życie.
Szukam pracy, oczywiście, że tak. Tylko prędzej znalazłabym pracę dla Ali niż dla siebie, dziś wysłaąłm jej nawet jedną ofertę. Mućce podsyłam. Napisałam już mnóstwo listów motywacyjnych dla znajomych. Sobie ostatnio nie umiem, bo jak mam się chwalić sobą, kiedy czuję się właśnie tak nijako.
Może faktycznie nie można mieć wszystkiego. Skoro mam wspaniałą Żonę i troskliwą rodzinę, to powinnam pracować jako magazynier…
Wracając do płaczu przy brzmieniu słowa amazon i focha na matkę, że nie chce mnie zrozumieć… Miałam iść do pokoju bez słowa, żeby nie załkać przy niej, ale ona wstała i ruszyć nie mogła. Przejęłam się. Ona do końca udawała, że już dobrze, że ścierpła (jakie dziwne słowo), chyba też przejęła się moim przejęciem i ucieszyła, że jednak dziś się do niej odezwę i wręczyła mi kolejne spodnie dresowe. Chyba na zgodę.


Jestem bardzo dumna z Tygrysa, że tak chudnie i że jeszcze psychicznie nie wariuje. Z siebie dumna nie jestem, bo już tyle przeszłam z odchudzaniem, że wiem z jaką prędkością, kiedy i czy w ogóle schudnę. Na razie idzie średnio. Stać mnie na więcej. Jak ze wszystkim. Tak zostałam wychowana.

aaaa i jeszcze coś. ciśnienie się podnosi jak mam duże emocje. wtedy tabsy nie działają. 

Klaczka z nadciśnieniem

poniedziałek, 1 lutego 2016

sms skoro świt

Dostałam dziś z samego rana sms od Klaczki. Bardzo miło mi się zrobiło :) A było to tak: Dawno, dawno temu... nie no, bez przesady! W krótkim okresie czasu przypałętało się do mnie kilkanaście kilogramów. Obtoczyły moje ciałko w tłuszczyku, popsuły nie najlepszą sylwetkę, zmiażdżyły i tak już kiepską kondycję. Chcąc przede wszystkim nadal podobać się Swojej Pani postanowiłam coś z tym zrobić. Najlepiej skutecznie i szybko. Skorzystałam z podpowiedzi Kuzyna i poszłam na badania do pewnej firmy, gdzie te i inne dolegliwości "leczy się" przy pomocy koktajli. Jestem śpiochem. A tu spotkanie na śniadanie ( 3 X ble ) na max 7.00! No to jak dzisiaj byłam na tym "jedzonku" dostałam wsparcie od Klaczki, że jest myślami przy mnie i podziwia, że jestem w stanie to świństwo przełknąć :)
Fajnie jest wiedzieć, że istnieje ktoś, kto chyba całą noc o tobie myśli, śni i marzy, bo jak tylko otwiera oczy wysyła do ciebie krótką wiadomość tekstową na potwierdzenie tego i zaraz idzie dalej spać.
To było takie miłe :) dziękuje :*
Tygrysek

piątek, 29 stycznia 2016

trudne lowe

Jakis czas temu podjęłam dojrzałą decyzje o konieczności wynajmu innego mieszkania i co za tym idzie wspólnego zamieszkania z Klaczką. Ja się cieszę, Ona jakby nie. Albo to rzeczywiście głodek jej zabiera wszystkie emocje, albo może chce się wycofać? Byćmoże nie ma ochoty na wspólne życie? Co prawda mówi co innego, ale czyny zupełnie za tym nie idą. Zatem zamiast się cieszyć ze znalezienia mieszkania, martwię się czy to na pewno dobra decyzja!

Potrzebuje wsparcia. Nie moge mieć wszystkiego na głowie.

Znowu mam jakieś dziwne myśli, swoje wyobrażenia związku.
Czy tak trudno mnie kochać? Czy tak trudno ze mną po prostu być? Czy czas spędzony wspólnie rzeczywiście tak bardzo boli?
 
 Tygrysek


szczerość Klaczki

Jeszcze w to nie do końca wierzę, ale my na serio chudniemy. Nie jest to spektakularne 5kg na tydzień, ale spokojne po 1 kg. Stan odchudzania jest piękny , choć chwiejny dla nastroju. Najgorzej jest w trakcie okresu, gdy czuje się jak gówno. Tygrysa dopiero to czeka i trochę się boję ;)

Miałam pisać jeszcze o górach, ale nie chcę poruszać złych emocji, których było za dużo. Oczywiście okazało się, że przyjaciół dobierasz sobie samemu a rodzina potrafi wszystko zepsuć dla "dobra"wspólnego. Najgorsze jest to, że każdy ma rację (jak się jemu wydaje). 

Ikea w ciąży. wiem, wiem, że Tygrys się cieszy. Ja wciąż przyzwyczajam się do faktu, że ja tak nie bardzo mogę być w ciąży, bo moje zasady są sprzeczne z rzeczywistością. I dlatego zamiast też się cieszyć, zrobiło mi się po prostu przykro, że ja nie. 

Dzień po dniu szukam pracy. Z resztą nie tylko ja. Ludzi zwalniają, wykorzystują i takie tam. Jestem już w takiej desperacji, że mogłabym pracować nawet po 12h gdybym się czuła potrzebna. Tego najbardziej potrzebuję w pracy, nie kasy. 

Kolejna sprawa- własnie kasa. Ja wiem, że Tygrys dla mnie wszystko itd, ale jak nie znajdę pracy, to nie wiem jak pojadę na te żagle i inne super weekendy, bo to nie może tak być. Z drugiej strony jak pracę znajdę, to trzeba będzie kombinować wolne, a jak wiadomo kombinowanie wychodzi mi słabo. 

i tak sobie żyję od weekendu do weekendu, coraz mniej wierząc w to, że po egzaminie znajdzie się dla mnie miejsce w labo. Może to efekt uboczny mniejszej liczby kalorii docierającej do mózgu. 
Odchudzanie zawsze niszczyło mi psychę. 

Klaczka



piątek, 15 stycznia 2016

ambitny plan

Nie wiem kiedy, a już minęły dwa tygodnie z 2016 roku. Szybko. Część spraw się ciągnie
z poprzedniego - jak np. sprawa z sylwestrem. Cytując Kolegę: "Jesteś jedyną osobą jaką znam, która zorganizowała dwa sylwestra jednego roku: na jednym ją oszukano, na drugim oskarżono
o oszustwo". Dziś miał być ten dzień, gdzie Pani K. miała oddać pieniądze. Miał być, ale do tej godziny nie wpłynęła ani złotówka. Pewnie już nie wpłynie i będzie trzeba rozpocząć postępowanie cywilne. buu :(
Ciągnie się również rozliczenie sylwestra z Ekipą z Micry :) Ale to z kolei powinno być bezbolesne
i śmiem twierdzić, że nawet przyjemne:)
Jeszcze wspomnienia z wypadu w góry nie zanikły, a tu już trzeba planować Mazury. Dla większość naszych znajomych wydaje się, że to za wcześnie. Że oni wakacje/urlop zaczną obmyślać jakiś tydzień/dwa przed wyjazdem. No tak, ale my mamy w tym roku ambitny plan :) Chcę zrobić patent żeglarza jachtowego i móc w przyszłości samej czarterować łodzie. Zobaczymy co z tego wyjdzie. 
Tak samo się okaże co wyjdzie z ambitnych planów poprawy swojej figury przed czerwcowymi promykami słońca. Ważenie, dieta, ćwiczenia, fokoida i przede wszystkim mobilizacja finansowa powinny w szybkim tempie zrzucić te zbędne "kilka" kilo :) Wykres fokoidy to nawet fascynujące zjawisko samo w sobie. To i linia trendu. Dzięki nim będzie można przewidzieć, na podstawie dotychczasowych osiągnięć ( bądź ich braku ) prawdopodobną wagę w wybranym okresie. Najpierw jednak podstawy ... Tygrys idzie kupić wagę :)

piątek, 8 stycznia 2016

prolog przygód sylwestrowych

Lubię początek roku. Słońce świeci jakby mocniej, Dzień jest dłuższy a śnieg sprawia, że jest jaśniej.
Sylwestra spędziłyśmy w Tatrach. Brzmi burżujsko i tak było. Pierwszy raz w życiu widziałam fajerwerki pod sobą. Mieszkałyśmy na wysokości 986 m npm. Bąbel jakoś dał radę podjechać pod te wielkie górki, ale za to znów zaśmierdział olejem.
Jasne, że się stresowałam. a to tym, że ekipa się nie umie zgrać, że są opóźnienia i że jak bym chciała siedzieć w chacie, to bym nie wyjeżdzała.

nie mam czasu rozpisywac się zbyt mocno. Wstawię zdjęcie dla potomności i dokończę po niedzieli, kiedy to będę potrzebowała kompresu na wkurwa w sprawie szukania pracy.

W nd finał WOŚP. Od zawsze wzrusza mnie ta impreza. Mam nadzieję, że tym razem też będzie cudownie i poczuję zjednoczenie ze światem :)



Klaczka