Sylwestra spędziłyśmy w Tatrach. Brzmi burżujsko i tak było. Pierwszy raz w życiu widziałam fajerwerki pod sobą. Mieszkałyśmy na wysokości 986 m npm. Bąbel jakoś dał radę podjechać pod te wielkie górki, ale za to znów zaśmierdział olejem.
Jasne, że się stresowałam. a to tym, że ekipa się nie umie zgrać, że są opóźnienia i że jak bym chciała siedzieć w chacie, to bym nie wyjeżdzała.
nie mam czasu rozpisywac się zbyt mocno. Wstawię zdjęcie dla potomności i dokończę po niedzieli, kiedy to będę potrzebowała kompresu na wkurwa w sprawie szukania pracy.
W nd finał WOŚP. Od zawsze wzrusza mnie ta impreza. Mam nadzieję, że tym razem też będzie cudownie i poczuję zjednoczenie ze światem :)
Klaczka

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz