Wracam z pracy, na klatce już pachnie obiadem. Czuję, że to Tygrys
znów coś pysznego mi robi :) Później najczęściej umówione spotkanie. Powrót do
domu i stres, że znów się nie wyśpię. Nadal chodzę zestresowana. Może nawet
bardziej niż na początku pracy. Zostaję dłużej w pracy, choć już dawno
odrobiłam moje zaległe 4h, bo ktoś musi podbić wyniki. Co prawda jest już 3
diagnostów, ale Marcin miał kilka dni wolnego, nowa Magda nie mogła przez jakiś
czas się podbijać, bo umowy nie miała, więc zostałam ja, biedny poczatkujący
żuczek z całym labo na głowie. Przez to bardzo źle przeżyłam ostatni PMS. Do tego
stopnia, że szefowa pytała się czy coś się stało, może ktoś mi zmarł? I że jak
chcę, to zawsze mogę pogadać. Oczywiście dzień przed tym wybuchem miłosierdzia
była mała burza, taka, że pewnie rzucałabym talerzami albo trzaskała drzwiami
gdybym miała okazję.
Okres przyszedł a ja poczułam się jakby lepiej. Najgorsze
jest to, że PMS wypada na ostatnie dni przed wypłatą, więc sytuacja pewnie będzie
się powtarzać ze wzmożoną siłą. Nadzieja w tym, że nabiorę wprawy i będę lepiej
to wszystko ogarniać, bo doszło do tego, że przy pobieraniu krwi się relaksuję
:)
Pierwszy dyżur 24h za mną. Szczerze, wolałabym zapieprz
przez 12h niż siedzenie i czekanie na kogokolwiek. W takim stanie
nicnierobienia totalnie nic się nie chce. Próbowałam dziergać, ale nie wyszło.
Próbowałam ściągnąć coś, ale internet za wolny. Nawet gadać nie ma o czym, bo
nic się nie dzieje. Dobrze, że choć na chwilę przyjechał mój Tygrysek wybawca i
obejrzałyśmy sobie film.
Miałam spotkanie, znów po latach, z Czternastką, która ma
już jakieś 21. Trochę się wynudziłam. Truła mi o koniach, zawiedzionych
miłościach… jakoś przeżyłam, ale kilka godzin sam na sam po tak długim czasie
męczy. Zwłaszcza, że ja nie bardzo lubię spędzać czas na rozmowie.
Na Strzeleckiej akcja dopalacze. Średnio raz na minutę do
tajemniczego lokalu wchodzi klient. Niekiedy prawie tworzy się kolejka. Później
leżą na schodach i nie mają siły się ruszyć. Dobrze, że tylko taką sytuację
widziałyśmy, bo nie wiadomo czego się spodziewać po takim. Wyskoczy z nożem, bo
będzie miał jakieś urojenia i stanie się tragedia. Strach wychodzić na ulicę
nawet kiedy jest jasno, w niedzielę, kiedy przykładny polak katol idzie do
kościoła lub na rodzinny spacer.
A mi jaranie już nie służy. Nie mam siły ani nic powiedzieć
ani się ruszyć. Do tego stopnia, że narasta we mnie agresja, wpadam w doła i
nawet spac nie mogę za bardzo, bo boję się, że przestanę oddychać. Choć seks
był wspaniały! Najlepszy jaki miałam! Czułam się jak w raju, swobodnie i
wyuzdanie :) Ale z Tygrysem zawsze są fajerwerki, nawet bez wspomagaczy. Bardzo
mi się podoba i podnieca! Chociaż po alkoholu nie mam ochoty…
Mikuś przyjeżdża w ten weekend. Cieszę się, bo w końcu mam o
czym mówić. Ciekawe jak Ala będzie się zachowywać w towarzystwie jego faceta.
Ciekawe czy go polubię. Musiałabym z nim pogadać sam na sam, bo on przy innych
też bardziej gra niż jest sobą, oczywiście twierdząc, że jest inaczej. Taki strzelec…
Miałyśmy sprzeczkę o żagle. Boję się wsiadać na sigmę. Nie znam
się na tym na tyle, żeby sama z Manią ją prowadzić w dodatku z pasażerami. Z
drugiej strony, gdyby był na niej ktoś, kto zna się bardziej, czułabym się
niepotrzebna, zbędny balast. Poza tym ja nie wiem jak się takie maleństwo zachowuje,
bo na całe 3x pod żaglami, była to wielka krowa, którą trudno wywrócić. Nie
chcę wpaść do wody. Teraz wiem o co mi chodzi, umiem to jakoś nazwać, ale wtedy
byłam po prostu wkurwiająca. Wiem o tym. Ukradkiem w nocy przytulałam się do
Tygryska, bo mi było strasznie smutno i przykro i głupio, że jestem taka
popierdolona. Mam jakieś swoje zdanie, ale nie umiem go wyrazić.
Jestem chyba na etapie przejściowym przyzwyczajania się do nowej
rzeczywistości. Wrażenia już się uspokoiły i zaczynam tęsknić. W Poznaniu za
Gnieznem, w Gnieźnie za Poznaniem. Podziwiam nową koleżankę z pracy, że rzuciła
się na nowe miasto, gdzie nikogo nie zna. Taki mam już charakter, że trudno mi
się przyzwyczaić. A Nową trzeba się zająć, bo mi jej trochę żal. Zaplusowała
tym, że uznała, że jestem fajna i normalna i że dobrze się trzymam, bo swojej
mamie mówiła, że jestem mniej więcej w jej wieku :)
Aaaa! i jeszcze to, że innej lasce z pracy powiedziałam, że
mieszkam z dziewczyną. Skoro pytała… stres był! Gorąco się zrobiło i na chwilę
byłam wyłaczona z rzeczywistości.
Skoro kocham Tygryska i mieszkamy razem i jesteśmy
szczęśliwe, to czemu nie mówić o tym?
Po tak długim czasie mogłabym jeszcze długo, ale pewnie będzie
do tego okazja niebawem.
(ostatnio mniej narowista) seksi klaczka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz