środa, 13 kwietnia 2016

nie tracić czasu



Szybko ten czas biegnie a zmiany, o których pisze Tygrys nastąpią w przeciągu najbliższych miesięcy. Gdzieś kiedyś przeczytałam mądre słowa, że czasu nie można zabijać, tylko go wykorzystywać. Staram się tak właśnie robić, jednak z drugiej strony wciąż go mało. Chodzi mi o egzamin końcowy. Niby uczę się regularnie, jednak z moimi ambicjami pojęcia WSZYSTKIEGO, jakoś wciąż czuję się niedoskonała. Długa droga przede mną a licznik pokazuje już tylko 72 dni.

Wciąż najpiękniejsze są weekendy, kiedy mogę się obudzić i widzieć zaspane oczka Tygrysa.  Ten był wyjątkowy, bo Tygrys i reszta załogi mieli pierwsze wyjście na wodę w ramach kursu na patent żeglarza jachtowego. W niedzielę pojechałam do nich. Nie trudno było zgadnąć, że to Oni. Jedyna żaglówka na jeziorze i załoga w kapokach. Słodko wyglądali! Widać, że tworzą zgraną ekipę i nawet laska, która została do nich dołączona się wtapia w towarzystwo. Zazdroszczę im… Ja pewnie nie zrobię tego kursu, pewnie będą ważniejsze sprawy. Z drugiej strony obiecałam, że nauczę się obsługiwać harmonijkę, żeby były jakieś przygrywki do szant :) ale to wszystko pewnie dopiero po egzaminie właśnie z tego powodu, że czas wykorzystywać czas.  

Wielbię też Tygrysa za determinację w chudnięciu. O ile ja pochąłniam ponad 2l wody i odżywiam się jajkami, jabłkami, marchewkami i płatkami głównie jaglanymi, Ona zaczęła regularnie chodzić na basen. Nie po to, by leżeć w jaccuzi! Poza tym wykupiła kartę multisport… I tak pięknie chudnie, że się zaczynam obawiać takiej wizji- Ona piękna wysoka szczupła a ja gdzieś tam na dole za Nią się kulam… Chociaż ja też już schudłam 7kg, ale waga jakby stanęła. A tu taka miła niespodzianka ze strony wagi:
                                     

Tęsknię już do szydełka. Mam fazę na stworzenie albo bakterii albo narządów anatomicznych takich jak GIANTmicrobes :) Proste i efektowne. Mało jest takich branżowych pierdół na rynku, więc można by tez co nieco sprzedać. Może jednak powinnam uwierzyć w swój talent i spróbować.

Będąc na bezrobociu nie umiem się nudzić. Jestem bardzo zarobiona. Na tyle, że wczoraj zapomniałam iść na wizytę do urzędu pracy. Niestety olśniło mnie przy matce i tak mi się głupio zrobiło! Bo nie dość, że pasożyt, to jeszcze nieodpowiedzialny. Wrrr! Poszłam po l4. Moje pierwsze w życiu. Nigdy nie miałam tego nawet w dłoni! Pierwsze i już trzeba kłamać. A wiadomo, że jak trzeba, to nie umiem. Z moim szczęściem znów trafiłam na lekarza obcokrajowca. Nie umiem z nimi rozmawiać, bo mam wrażenie, że mnie nie rozumieją… Ale poszło gładko i dziś urzędniczka nawet się zmartwiła, ze mam wracać do domu i przyjść jak mi się skończy zwolnienie. Jednak nie taki diabeł straszny! Z drugiej strony sypiam urzędniczkę, więc może się przyzwyczaiłam ;)

Miałam w planach jeszcze wyrzucać swoje żale na ustrój i na zakłamanie kościoła, ale dostałam okres i zobojętniałam. Oj, ale to, że Peatz ze swoim nadpobudliwym chujem koncelebruje jedną z ważniejszych mszy państwowych w tym roku, bo rocznica chrztu Polski w głowie się nie mieści! Chyba jeszcze o tym wydarzeniu coś napiszę…

W niedzielę moja ukochana siostra bienie półmaraton. To mój kolejny autorytet. Mieć taki charakter, żeby od zera dojść do takiej formy, żeby być w stanie biec tyle km? Szacunek i Gratulacje! Odziedziczyłam chyba inne geny, bo jestem zbyt leniwa…

A tu wraca na ląd moja najlepsza załoga! Czyli przyszli kapitanowie. Oni naprawdę płyną :)
                                       

Klaczka :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz