Po cudownym weekendzie nastały czarne chmury.
Tygrys zdenerwowany,
ja jakaś taka zdołowana.
Niby z boku sielanka, ale czuje się napięcie. Przesilenie
wiosenne, moje ulubione wytłumaczenie. Słońce jakoś za mocno świeci i za mocno
grzeje. Dupa niby mniejsza, ale to nie to, co powinno być o tej porze roku.
Zobojętnienie… Moje problemy jakby takie błahe a przecież są. Stresuję się
egzaminem i praktykami. Jedyne co pewne, to to, że pójdę do pracy gdziekolwiek.
Pewnie znów trafię do jakiegoś niezbyt ciekawego miejsca, byle tylko coś robić
i mieszkać razem.
Miałam pisać o naszej namiętnej nocy, po której nie chciało się
wstawać do szkoły, bo Żonka taka piękna i cieplutka przekręcała się na drugi
seksi boczek… w ogóle zakochałam się w Tygrysie! Bo jest taka dobra. Już nie ma
takich ludzi…
Widziałyśmy włamanie. Dziwna sytuacja, jak nie wiesz czy to,
co się widzi, to prawda, czy jakieś nocne zwidy. I te myśli, ze przecież nikt
normalny nie wychodzi oknem… Tygrys zgłosił zdarzenie. Taka jestem dumna, że
jest moja!
Klaczka
Klaczka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz