środa, 30 września 2015

o Mazurach

Jutro październik a ja wciąż myślami na łodzi. Tfu! Jachcie, tak brzmi bardziej wytwornie. 
a to przecież tylko kupa metrów lin, wielkie prześcieradła na tyczkach i te dziwne nazwy na wszystko. Ale jak się chce choć trochę poczuć profesjonalistą, to trzeba coś wiedzieć. 

Jaka dobra ekipa nam się trafiła! to bardzo ważne, żeby się nie pozabijać na tak małej przestrzeni, tym bardziej, że na 9 członków załogi, członki posiadało tylko dwóch. Reszta same macice, które wiadomo jak wpływają na zachowanie. 
Nie da się ukryć, że głównym narzędziem pacyfikacji był alkohol. Samego piwa szło tyle, że przestało mi smakować, więc czasami znikałam pod pokładem, żeby łyknąć pigwówki. 

Nie lubię jak nic się nie dzieje. Los widocznie mi sprzyjał, bo na hasło "chcę przygody", działy się rzeczy dziwne. 
Podarł się żagiel, ten największy, grot znaczy. Listwy się połamały. W efekcie trzeba było go zdjąć i zanieść do żaglowni, żeby naprawili. Fajna przygoda! ciężkie to strasznie, ale niesienie go przez Giżycko z piwem było całkiem szpanerskie :) 

kolejna akcja już nie była taka różowa, bo groziła końcem żeglowania. Najważniejsza linka się zerwała! Fał grota, czyli taka najgrubsza i najdłuższa linka do wciągania żagla na maszt. A to wszystko w momencie, gdy szykowaliśmy się do prywatnych regat. Szczęścia było w tym dużo, bo została przecięta w dobrym miejscu, bo kapitan jest obcykany i wiedział jak naprawić. Szybko usunięta usterka pozwoliła na korzystanie z naszego świeżo naprawionego grota bez większych niedogodności. 

a regaty? fajna zabawa :) tym bardziej, że na drugiej łodzi była zgraja dzieciaków, które nas dekoncenrowały na wszelkie sposoby. Najpierw delikatne łapówki w formie przerzucanych krówek, później wycie małoletnich syren aż do bitwy morskiej, czyli oblewanie się wodą! 

Jasne, że wygraliśmy :) pomimo karnego kółeczka za użycie silnika przy starcie. 

Muszę jednak wrócić do trudnego słownictwa żeglarskiego. Jak zinterpretować zdanie "Woda jest w poziomie a góra jest po prawej" ? nawet nie starałam się zrozumieć :)

zachwycało mnie wszystko! romantyczny bóbr z zielskiem w pysku, polanki z mazurskimi krówkami a nawet to, jak Tygrys ląduje na dupie wychodząc na ląd (wtedy spontanicznie mi się powiedziało "jak Ty pięknie upadasz", co wywołało ogólny zachwyt załogi). 

jeszcze mogłabym dużo pisać, ale nie będę odbierać Tygrysowi tej przyjemności. 
Zasłużyłyśmy na urlop :) 

teraz trzeba zasłużyć na kolejny... i zarobić... tylko gdzie

Klaczka

piątek, 25 września 2015

przygoda pierwsza

Decyzja o założeniu wspólnego bloga zapadła w pięknych okolicznościach przyrody, gdy jechałyśmy na Mazury. Nie wiem dlaczego zaproponowałam. Może po to, by nie pisać na starym blogu. Przecież nowe życie przed Nami a tam tyle przygodnych znajomości się przewinęło... nie, Tygrys tam nie pasuje.

wiedziałam też, ze nie odmówi. Tygrys ma coś takiego szalonego w sobie, że lubi wszystkiego próbować, w przeciwieństwie do mnie.

To był sierpień, historyczne upały 35 stopni. My w świeżo odebranym od mechanika Bąblu (przesłodkiej i kapryśnej Micrze) bez klimatyzacji, bo już kasy nie stykło i czasu na takie pierdoły.
Jechałam po przygodę a było ich aż nadmiar.

Bąbel sunął po autostradzie 170km/h! aż nie wierzyłam, że tak umie... W sumie to nie umiał, wkurzył się, że jest popędzany i zaczął dymić z każdej strony, bez uprzedzenia! Stanęłyśmy na pasie awaryjnym, po 2h jazdy z perspektywą, że nigdzie nie dojedziemy. Po tygodniu niepalenia, spaliłam 4 fajki pod rząd, aż mi się niedobrze zrobiło. Tygrys dzwonił tu i tam, dowiadując się o co chodzi, bo żadna kontrolka wcześniej się nie zapaliła. Silnik trochę ostygł, okazało się, że Bąbel znów zeżarł cały olej.
Jakimś cudem ruszył. Całe szczęście, że miałyśmy olej i że było miejsce żeby się zatrzymać i że nie zdarzyło się to kawałek dalej, gdzie kombajn w polu robił straszy syf.

aż mi ciśnienie skoczyło jak o tym piszę a Bąbel wciąż u mechanika...

kolejne przygody może innym razem, Jutro spotykamy się z ekipą na pokaz zdjęć. Jak zwykle mamy najwięcej. było 700- ograniczyłam do 186.



a tu Bąbel na autostradzie w trakcie pięknego zachodu słońca :)





Klaczka :)

poważne plany (weekendowe) życiowe

Zapowiada się intensywny weekend. Na pewno nie taki, jak ten poprzedni, gdzie do 14-tej intensywnie spędzałyśmy czas w łóżku, ale i tak się cieszę :) Klaczka przyjeżdża do Tygrysa!! Jest to jeden z tych tematów co nam podnosi ciśnienie, więc może na początku tego bloga nie będę wywoływać kłótni. Może sprawa sama się rozwiąże?? Nie cierpię tak czekać! Uważam, że byłoby nam o wiele łatwiej gdybyśmy mieszkały razem. No ale sytuacja się tak wytworzyła, że nadal tylko ze sobą pomieszkujemy. W weekendy. Gdzie od października Ona ma weekendy zajęte. ech... jaka ja cierpliwa jestem. Przypuszczam, że ów temat jeszcze nie raz się tutaj przewinie.

Wybrałam sobie, a raczej mnie tak przez życie pokierowano, że mam dość ciekawy, choć mało kobiecy zawód. Jak to zgrabnie określiła Moja Lepsza Połówka ona będzie dziergać, a ja biegać po krzaczorach:) I dobrze!! Gdybyśmy były za bardzo do siebie podobne to byśmy się zanudziły! Nadchodząca sobota jest jedną z tych, gdzie nie dane mi będzie długie wylegiwanie, tylko ciężka praca. Nie, nie marudzę i nie zrzędzę. Ciesze się bo to co zarobię będzie na rozpieszczanie mojej Pani. Bądź na bardziej przyziemne plany jak naprawa Jej auta lub wspólny wypad :) Lubię Ją i lubię się dla niej starać i tak męczyć :*

Tygrysek

czwartek, 24 września 2015

wizje realizowane

Nie lubię się nudzić. Bezrobocie mnie niszczy... z drugiej strony znam mój los.
Teraz nic się nie dzieje a za parę tygodni pewnie znów nie będę miała czasu spać.
Jakby nie można było zamówić sobie jakiejś harmonii...

i gdy tak sobie siedzę przed monitorem i przeglądam te chujowe oferty pracy, czasami dostaję jakieś olśnienie.

nie umiem rysować, ale projekt trzeba rozrysować.
i wtedy wyszło to:



Jestem wybredna, krytyczna wobec siebie, ale tym razem będę musiała pochwalić się światu, bo efekt końcowy nawet mnie zaskoczył!
tym samym wkręciłam się i nie będę miała czasu się nudzić.

Kiedy Tygrys będzie hasał po krzaczorach i innych bagnach, ja będę tworzyć w ciepłym domku (jeśli piec zostanie naprawiony).


Klaczka wizjonerka i twórca :)

poniedziałek, 21 września 2015

dym namiętności

Gdy poznawałam Tygrysa, wiedziałam, że będzie inaczej niż z innymi. Już po pierwszym seksie powiedziała, że nie mam się zakochiwać a mojego focha "to moja kwestia" skwitowała "role się odwracają".  
Przeżyłam ten weekend. Było intensywnie :)  

W piątek zaczęłyśmy biesiadowanie przy wiadomych używkach. Tygrysowi wyostrzyły się zmysły, głównie węch i smak. Rzuciła się na mnie i z wielkim apetytem całowała, patrząc na mnie takimi rozmarzonymi oczami. Między mlaskami mruczała, że jestem słodka, taka pyszna i czym ja właściwie pachnę: pistacje? ciasteczko... wanilia... jednak pistacje! Nie psułam Jej wizji, tylko zabrałam się za całowanie. Jakie to było piękne! We wszystkich odcieniach namiętności: delikatne i brutalne, z ciągnięciem za włosy, drapaniem po plecach, trzymaniem za szyję, głaskaniem po twarzy. Magia!  
taka rozmowa bez słów...  
a później już były słowa i misja niechciana, ale obowiązkowa. Trzeba było się umyć... tez nie lubię, w tym stanie wyjątkowo nie znoszę, bo mnie woda bardziej boli.  
Jakoś specjalnie ruszać mi się nie chciało, ale przyjemne było łaszenie się, prężenie i wypinanie :)  
Po orgazmach Tygrys zaczął chrapać a ja zabrałam się za uzupełnianie glukozy! żarłam i żarłam, póki nie skończyły się ciastka, wafelki i pierniczki. Pusty talerz mnie nie zniechęcił, żarłam dalej owoce.  

Dzień później powtórka, ale łagodniejsza. Zaczęły się rozmowy o treściach abstrakcyjnych.  
Wyszło od dojenia krowy, bo uczyłam na się na agroshow. Powiedziałam wtedy mądrą mądrość, że "trzeba puścić, żeby szybciej leciało". Rozmowa szybko przeszła do łechtaczki, następnie do cewnika moczowego, który ja uznałam za wybitnie romantyczny a Tygrysa za specjalistę od tematów urologicznych. Moja naga Kobieta rozkręciła się w swoim monologu, ja się zawiesiłam, szukając ciasteczka. Ocknęłam się na hasło "złoty deszcz", co znów wiązało się z niechcianą misją "muszę się umyć". 

Mogę z Nią już chyba wszystko :)  

Klaczka 

piątek, 18 września 2015

boli bo ma prawo

Obudziłam się dziś z niesamowitą wilgocią między udami. Nic dziwnego, zawsze tak mam rano. W końcu facetowi też stoi nad ranem...



Nie spodziewałam się, że moja macica akurat teraz będzie chciała się oczyścić. Nie skumałam moich humorów pmsowych, bo... nie ogarnęłam jeszcze aplikacji na telefonie!
cóż jestem niewolnicą technologii.

jak tylko sobie uświadomiłam, że ciecze ze mnie jak dawno nie ciekło, od razu zaczęło mnie wszystko boleć. Wszystko na raz! i to nie było przyjemne, choć ból lubię. Pomyślałam, że najgorsza jest świadomość! Gdybym nie zobaczyła krwi na gaciach, nic nie miałoby prawa boleć, o!

Tak myślę sobie, że z wiekiem człowiek staje się wygodniejszy. Nie chodzi o to, że boli go mniej lub bardziej, tylko, że już się nie chce zgrywać twardziela, bo po co na siłę imponować całemu światu.

ale żeby akurat dzisiaj? jak mam zamiar ujarać się pierwszy raz w życiu z Tygrysem?
ciekawe jak to będzie, czy będziemy mieć wspólny świat, czy nie wpadnę w depresję bezrobotnego.
i czy nie dostanę jakiegoś krwotoku!


obolała (bynajmniej nie od klapsów) Klaczka

poniedziałek, 14 września 2015

wariacja myśli - I wpis ever

To nie jest tak, że nie chce pisać! To nie jest tak, że nie mam o czym! MAM!! I to mnie właśnie przeraża. Ten ogrom doświadczeń, wydarzeń, pragnień i marzeń. Trudno jest mi to uporządkować. Zresztą nie wiem też, czy to ma być chronologicznie, czy Klaczce wystarczy to, aby coś było?

...Klaczka - moja Zonka kochana :*

To skoro jestem Jej taka pewna, i planuje ją powkurzać swoją obecnością przy niej do końca któregoś życia to może powinnam od niej zacząć pisać? Albo zacząć od początku, od naszego początku?
Czy wierzycie w magię? Ale taką którą da się wyczuć, taką która Cię ogarnia, ale zdajesz sobie sprawę z jej istnienia dopiero w momencie kiedy jest. Tak miałam gdy poznałam Klaczkę :) Fajnie, nie? Kiedy w końcu odetchnęłam po poprzednim byciu z Kimś (raczej po ucieczce ze złotej klatki) zapragnęłam nic innego jak tylko najzwyklejszego, takiego mechanicznego, czysto fizycznego seksu. Ba! Byłam wtedy święcie przekonana, że bez większego zaangażowania uczuciowego można mieć dobry seks :) Szybkie wejście na K-K, wyszukanie anonsu, nawiązanie kontaktu i doprowadzenie do spotkania. Wszak obu nam chodziło o to samo. I tylko o to - żadnych związków! Urzekła mnie, sprawiła, że ta magia, która do tej pory była tylko taka wirtualna, ukryta na łączach, kablach i między słowami zawładnęła nas obiema!
Jest mi z Tobą bardzo dobrze Hany :* zakochuje się w Tobie co chwila :) Fajnie, nie?

ps. i obiecuje pisać regularnie. Pierwszy wpis za mną. Tygrysek.

o wyznaniach, żarciu i karach

(Nie wiem kiedy Tygrys zacznie pisać... Może nie ma czasu, może nie ma o czym a może się boi.
Przecież cieszyła się bardziej niż ja z tego bloga. Trudno, pociągnę to póki co sama.)

Nie mieszkamy jeszcze razem, więc właściwie, to taki nasz pierwszy wspólny dom. Ja sprzątam i wiecznie się wkurzam, że syf. Ona gotuje a ja tyję...
Chciałam własnie o tym żarciu.

Ostatnio uparłam się, że nie powiem Jej "kocham Cię". Podpadła mi strasznie!
Pewnie gdyby nie to, że więcej nas łączy niż dzieli, że nastolatkami już nie jesteśmy i z wygód bycia razem trudno zrezygnować, mogło być bardzo źle. Jednak z wiekiem "niewybaczalne" zyskuje inne znaczenie.
Przez tydzień udało mi się powstrzymać. Od wielkiego wkurwa, przez "ja Ciebie też" aż do sytuacji podbramkowej...

Podeszła mnie "od dupy strony". Najpierw chipsy, później najlepszy chleb z lidla aż w końcu oscypek...
iiiii.... wymsknęło mi się! Bo ja kocham żreć! i jak mnie karmi też kocham!
ale Ona nawet tego nie zauważyła. Kto cierpiał bardziej? chyba muszę wymyślać bardziej wysublimowane kary. Jest w tym pewne ryzyko, bo Tygrys to niebanalny stwór i kara może Jej się spodobać.

aaaa! muszę sprostować wyobrażenia. Nie jesteśmy grubymi lesbiszczami, z krótkimi tłustymi włosami, które udają, że są zajebiste.



pisała: Klaczka

sobota, 5 września 2015

Postanowienia początkowe

Wydaje mi się, że pisanie wspólnego bloga to wcale nie takie hop siup. Aby to miało ręce i nogi potrzebne są jakieś zasady. 

- nie ograniczamy się w tematach, nie obieramy jednego słusznego stylu, 
- piszemy pod pseudonimami, nie pokazujemy twarzy, 
- nie plagiatujemy, ewentualnie cytujemy, 
- sytuacje są prawdziwe, osoby też (nie ujawniamy tożsamości swoich znajomych),
- staramy się pisać regularnie, 
- podpisujemy się pod swoimi wypocinami, 
- szanujemy każdego czytelnika i tego samego oczekujemy, 
- nie kasujemy nie swoich notek,
- nie przejmujemy się komentarzami- ochoczo wchodzimy w dyskusję, 
- nie kasujemy bloga po ewentualnym rozstaniu. 

Jesteśmy piękne, silne i inteligentne! W odpowiednim wieku, by zdobywać świat. 

piątek, 4 września 2015

faza wstępna

Jesteśmy... no kto nam zabroni! normalne, choć kontrowersyjne, jak to baby. 

Klaczka- zagorzała lesba, raczej homofobka, bo nie lubi tej propagandy. Ma swoje fochy, zwane dalej wstrząskami (od zawsze i na zawsze). Wiecznie się odchudza, a kiedy sumienie śpi (czyt. w nocy), wyżera wafelki. Ostatnio regularnie odwiedza też lodówkę. Uparta, często tak dla zasady.  Ma alergię na wodę i disco polo. Na koty też, ale tajniacko to maskuje. Raczej buntowniczka. Lubi być klepana- jak to Klaczka. Uważa, że ma super extra czad na maxa dziewczynę.

Tygrysek- trudno Jej nie lubić, jeszcze trudniej z Nią nie pić. Ulubiony trunek- piwo, choć w lodówce znajdzie się wszystko (jedzenia w sumie najmniej). Miły stwór lub szczery- czasami pozwala wybrać rozmówcy jaką ma być. Nie lubi się wspinać na ostatnie piętro (w ogóle nie przepada za wysiłkiem) za to lubi się wylegiwać. Pieniądze się Jej nie trzymają. Bywa wybuchowa, zwłaszcza jak Jej zmienią dawki leków- hormonów oczywiście. Raczej szczupła- ewentualne defekty urody tłumaczy tarczycą (bo przecież nie piwem). Mruczy i gada przez sen- jak to Tygrysek. Uważa, że ma super extra czad na maxa dziewczynę. 

One- niezwiązane, ale nie wierzące w wolny związek. Wiążą się czasami w łóżku. 

Normalne? jak dla kogo... 
kochające się- to na pewno. 

Opowieść czas zacząć!