Oj dzieje się, dzieje :) I nie narzekam, przeciwnie, bardzo mnie to cieszy :)
Wiecie jak najlepiej sprawdzić dopasowanie dwóch osób do siebie i siłę związku? Należy umieścić ich w jednym kajaku! Autentycznie!! Był wkurw, były nerwy, przekleństwa, złości i wścieklizna. Ale było cudownie!! I to pierwsze nie ma już tak wielkiego znaczenia w porównaniu z super wyjazdem z Żonką. Nie powiem, że było łatwo, bo o mało co a rozwód byśmy wzięły. Fakt jest taki, że się znowu w tej swojej Pannie zakochałam. Żadna inna by nie dała rady ze mną tyle wytrzymać. I chyba każdej innej bym jednak przypierdoliła z wiosła jakby mi zasnęła po pijaku w kajaku. A jednak Klaczka nie oberwała ;) Mamy fuksa, że na siebie natrafiłyśmy :)
Jeszcze z istotniejszych rzeczy to informacja, że po wielu staraniach i namowach udało się nam w końcu zamieszkać razem. Z nastawieniem, że na dłużej niż tylko kilka godzin w weekendy. Na razie mega mi się podoba. Jest czyściutko w mieszkaniu i mam się do kogo odezwać przy posiłku. Utworzył się już swego rodzaju podział obowiązków - Hany sprząta, pierze, ściera kurze, układa w szafach, prasuje, przekłada i porządkuje. Ja gotuje. Moje Kochanie lubi jeść :)
wtorek, 5 lipca 2016
środa, 22 czerwca 2016
skrót skrótów
Ostatnie kilka tygodni spędziłam nad notatkami. Inni pewnie
siedzą nad książkami, ale ja i tak z każdej książki robię własny skrót, więc
przyłożyłam się na wykładach i stąd nie musiałam tracić kasy na kilka drogich książek.
Byłam na rozprawie przeciwko Amazon. Niby jako świadek, ale
trochę to przeżyłam. O szczegółach nie mogę pisać, bo dyrekcja amazona ma wszędzie
swoich ludzi i nigdy nic nie wiadomo.
Tygrys zdała egzamin na sternika i będzie mnie wozić jachtem
po jeziorach. Nie żeby było mi z tym dobrze, bo czuję się gorsza i mam przy
niej dużo do nadrobienia. Jest plan, żeby trochę popracować, odbić się od
drugiego dna i zacząć robić prawko na moto, ale ciii… Oczywiście mogłabym jeździć
na 125, ale szkoda kasy na bzyczka.
Bąbel miał bliskie spotkanie ze słupkiem. Nie wiem jak to
się stało i dlaczego akurat przed egzaminem, ale było gorąco a ja starałam się
nie posrać ze stresu. Na szczęście, będąc żoną Tygrysa, znaleźli się dobrzy kumple, których jeszcze bąbel nie odstrsza i ładnie doprowadziły go
do stanu używalności. Kolejnym krokiem jest nowy zderzak i klima, ale pewnie
kasy z ubezpieczenia nie starczy, bo trzeba opłacić dyplom, zdjęcia,
notariusza, lekarza, pieczątkę i kupić butle z gazem na kajaki.
Bo jedziemy na kajaczki :) i na żagle też. A najlepsze jest
to, że jeszcze nie pracuję, a już mam urlop :D Jak zdam, to podpisuje umowę.
Prawdziwą umowę o pracę. Będę diagnostą i będę autoryzować wyniki.
Więc nie zostaje nic innego jak zdać. Dziś już mi się nie
chce… więc udając, że odpoczywam, robię sobie piękne stópki. żeby Tygrysa nie
podrapać w łóżku :) bo się w niej znowu zakochałam. Fajna ta moja żona.
klaczka
czwartek, 19 maja 2016
gdzie są moje pieniądze!
Jak to się dzieję, że jak tylko dostane trochę kasy ( tak jak na przykład teraz w postaci premii) to ona raz dwa trzy gdzieś się upłynnia!
Forsa się mnie nie ima!
Ps. A Ktoś mi obiecał, że mnie nauczy oszczędności!!
Forsa się mnie nie ima!
Ps. A Ktoś mi obiecał, że mnie nauczy oszczędności!!
piątek, 29 kwietnia 2016
wytłumaczenie
Mam takiego dziwnego doła, że aż trudno o tym pisać. Taki
ciężki, pełen zobojętnienia i stracenia wszelkiego sensu. Na nic nie mam
ochoty, za to pomysłów pełno, tylko żaden nie wychodzi.
W przerwie między nauką chciałam zrobić kiciusia na szydełku.
Takie prostego na 3h roboty, nawet nie. I co? Nie wychodzi! To dołuje jeszcze
bardziej, bo ma się wyrzuty sumienia, że jednak nic nie umiem na ten egzamin.
Poza tym jak go zdam? To co wtedy? Nie mogę już siedzieć na
dupie i czekać na łaskę. Muszę iść gdziekolwiek i wyprowadzić się, bo z matką
dostaję często szału. Nie, że mnie wkurza, tylko żal mi jej, bo też straciła
pracę i jak ma mieć pasożyta na utrzymaniu, to wolę się wynieść…
Z drugiej strony jak się wyprowadzę, to się zatęsknię… bo
jestem teraz tak podzielona na pół… najgorsze, ze wszędzie jestem zaangażowana
emocjonalnie. No tak mi się zrobiło na starość.
A to wszystko musiałam napisać, bo tygrysowi należy się
wytłumaczenie moich zachowań, które i tak udaje mi się ukrywać, ale jeszcze
trochę i wybuchnę, albo rykiem albo agresją.
Taka jestem popieprzona, ale przynajmniej staram się
wyjaśnić dlaczego, chyba po prostu to strach.
Klaczka
środa, 13 kwietnia 2016
nie tracić czasu
Szybko ten czas biegnie a zmiany, o których pisze Tygrys
nastąpią w przeciągu najbliższych miesięcy. Gdzieś kiedyś przeczytałam mądre
słowa, że czasu nie można zabijać, tylko go wykorzystywać. Staram się tak właśnie
robić, jednak z drugiej strony wciąż go mało. Chodzi mi o egzamin końcowy. Niby
uczę się regularnie, jednak z moimi ambicjami pojęcia WSZYSTKIEGO, jakoś wciąż
czuję się niedoskonała. Długa droga przede mną a licznik pokazuje już tylko 72
dni.
Wciąż najpiękniejsze są weekendy, kiedy mogę się obudzić i
widzieć zaspane oczka Tygrysa. Ten był
wyjątkowy, bo Tygrys i reszta załogi mieli pierwsze wyjście na wodę w ramach
kursu na patent żeglarza jachtowego. W niedzielę pojechałam do nich. Nie trudno
było zgadnąć, że to Oni. Jedyna żaglówka na jeziorze i załoga w kapokach.
Słodko wyglądali! Widać, że tworzą zgraną ekipę i nawet laska, która została do
nich dołączona się wtapia w towarzystwo. Zazdroszczę im… Ja pewnie nie zrobię
tego kursu, pewnie będą ważniejsze sprawy. Z drugiej strony obiecałam, że
nauczę się obsługiwać harmonijkę, żeby były jakieś przygrywki do szant :) ale
to wszystko pewnie dopiero po egzaminie właśnie z tego powodu, że czas
wykorzystywać czas.
Wielbię też Tygrysa za determinację w chudnięciu. O ile ja
pochąłniam ponad 2l wody i odżywiam się jajkami, jabłkami, marchewkami i
płatkami głównie jaglanymi, Ona zaczęła regularnie chodzić na basen. Nie po to,
by leżeć w jaccuzi! Poza tym wykupiła kartę multisport… I tak pięknie chudnie,
że się zaczynam obawiać takiej wizji- Ona piękna wysoka szczupła a ja gdzieś
tam na dole za Nią się kulam… Chociaż ja też już schudłam 7kg, ale waga jakby
stanęła. A tu taka miła niespodzianka ze strony wagi:

Tęsknię już do szydełka. Mam fazę na stworzenie albo
bakterii albo narządów anatomicznych takich jak GIANTmicrobes :) Proste i
efektowne. Mało jest takich branżowych pierdół na rynku, więc można by tez co
nieco sprzedać. Może jednak powinnam uwierzyć w swój talent i spróbować.
Będąc na bezrobociu nie umiem się nudzić. Jestem bardzo
zarobiona. Na tyle, że wczoraj zapomniałam iść na wizytę do urzędu pracy.
Niestety olśniło mnie przy matce i tak mi się głupio zrobiło! Bo nie dość, że
pasożyt, to jeszcze nieodpowiedzialny. Wrrr! Poszłam po l4. Moje pierwsze w
życiu. Nigdy nie miałam tego nawet w dłoni! Pierwsze i już trzeba kłamać. A
wiadomo, że jak trzeba, to nie umiem. Z moim szczęściem znów trafiłam na lekarza
obcokrajowca. Nie umiem z nimi rozmawiać, bo mam wrażenie, że mnie nie
rozumieją… Ale poszło gładko i dziś urzędniczka nawet się zmartwiła, ze mam
wracać do domu i przyjść jak mi się skończy zwolnienie. Jednak nie taki diabeł
straszny! Z drugiej strony sypiam urzędniczkę, więc może się przyzwyczaiłam ;)
Miałam w planach jeszcze wyrzucać swoje żale na ustrój i na zakłamanie
kościoła, ale dostałam okres i zobojętniałam. Oj, ale to, że Peatz ze swoim nadpobudliwym
chujem koncelebruje jedną z ważniejszych mszy państwowych w tym roku, bo
rocznica chrztu Polski w głowie się nie mieści! Chyba jeszcze o tym wydarzeniu coś napiszę…
W niedzielę moja ukochana siostra bienie półmaraton. To mój
kolejny autorytet. Mieć taki charakter, żeby od zera dojść do takiej formy, żeby
być w stanie biec tyle km? Szacunek i Gratulacje! Odziedziczyłam chyba inne
geny, bo jestem zbyt leniwa…
A tu wraca na ląd moja najlepsza załoga! Czyli przyszli
kapitanowie. Oni naprawdę płyną :)

Klaczka :)
wtorek, 12 kwietnia 2016
carpe diem
Czy śmierć nieznanej nam wogóle osoby może nas wzruszyć? Oczywiście! No pomijając efekty walki hormonów przed okresem, to mnie takie coś dopadło. Siostra kolegi, znana mi tylko i wyłącznie z kilku opowieści. Rzekłabym, że całe życie przed Nią. Odeszła niespodziewanie i szybko. Może to mnie tak dostknęło? To, że może mnie to spotkać bez żadnych znaków, bez ciężkiej choroby czy z powodu wypadku. Tak po prostu. Przyszedł na Nią czas, choć była młodsza niż ja. Czyżby kostucha zbierała już żniwa z mojej półki?
Zawsze mi wpajano, że na śmierć nie da się przygotować i trzeba tak żyć jakby dzisiejszy dzień był naszym dniem ostatnim!
Tygrys krzyczy: Czas na zmiany bo czuję, że marnuje czas!
czwartek, 7 kwietnia 2016
na bieżąco
Po cudownym weekendzie nastały czarne chmury.
Tygrys zdenerwowany,
ja jakaś taka zdołowana.
Niby z boku sielanka, ale czuje się napięcie. Przesilenie
wiosenne, moje ulubione wytłumaczenie. Słońce jakoś za mocno świeci i za mocno
grzeje. Dupa niby mniejsza, ale to nie to, co powinno być o tej porze roku.
Zobojętnienie… Moje problemy jakby takie błahe a przecież są. Stresuję się
egzaminem i praktykami. Jedyne co pewne, to to, że pójdę do pracy gdziekolwiek.
Pewnie znów trafię do jakiegoś niezbyt ciekawego miejsca, byle tylko coś robić
i mieszkać razem.
Miałam pisać o naszej namiętnej nocy, po której nie chciało się
wstawać do szkoły, bo Żonka taka piękna i cieplutka przekręcała się na drugi
seksi boczek… w ogóle zakochałam się w Tygrysie! Bo jest taka dobra. Już nie ma
takich ludzi…
Widziałyśmy włamanie. Dziwna sytuacja, jak nie wiesz czy to,
co się widzi, to prawda, czy jakieś nocne zwidy. I te myśli, ze przecież nikt
normalny nie wychodzi oknem… Tygrys zgłosił zdarzenie. Taka jestem dumna, że
jest moja!
Klaczka
Klaczka
Subskrybuj:
Posty (Atom)
