wtorek, 29 marca 2016

jajko niespodzianka

Są takie znajomości, które wspomina się z wielkim sentymentem. Czasami te znajomości potrafią Cię jakimś cudem odnaleźć i przypomnieć o sobie w najmniej oczekiwanym momencie. W tej konkretnej to się działo od zawsze i zdarzyło jeszcze raz. W święta…

Nie byłoby w tym nic specjalnego, gdyby nie mail, na który trafiłam przypadkiem. Na tysiąc pińcset skrzynek z czasów romansowania otworzyłam jedną, bo akurat trafiło mi się z hasłem. Z miliona spamów cudem natrafiłam na ten konkretny mail, przywołała mnie myślami czy jak?

List miłosny, napisany w jedynym w swoim rodzaju stylu. Nie musiała się podpisywać, żebym wiedziała, że to ona. Jak można po tylu latach wzdychać do tej samej osoby? Niepojęte i miłe… Stanęłam na wysokości zadania i odpisałam jednoznacznie, ale życzliwie. Że sytuacja się zmieniła, że mam Żonę, że jestem szczęśliwa,  że oczywiście Taką znajomość trzeba pielęgnować i oczywiście, że możemy wypić wino w krzaczorach, tylko bez mizianek, całusów i maślanych oczu. I czy stać ją na to.

Trochę mi jej żal, że przez tyle lat nie potrafiła się odkochać. Przecież dawałam szansę. Cóż, pierwsza miłość to egzamin z uczuć. Bo mowa o moim najcudowniejszym Epizodzie, który wtedy miał naście, dziś ponad 20 lat.

Może nie powinnam o tym pisać na Naszym blogu, ale to jakby powrót do przeszłości a o niej zawsze ciekawie się pisze, choć niewiele zmienia w rzeczywistości. Nie chcę wzbudzać zazdrości w żadnej ze stron. Zazdrość należy dusić w zarodku.


Klaczka

1 komentarz:

  1. No przeciez nie jestem zazdrosna! ...ale porozmawiamy w domu ;)

    OdpowiedzUsuń