piątek, 30 października 2015

***

(Nie chcę pisać w czarnych kolorach, ale uznałam, że trzeba to przełamać, by Zło nie myślało, że jest wszechwładne)

Jakaś pieprzona niemoc mnie dopadła. Zamiast przeglądać oferty pracy poczytałam trochę blogów. Po raz kolejny doszłam do wniosku, że trzeba coś zmienić, bo przecież ja praktycznie nie żyję. Czaję się na tę zmianę już kilka miesięcy. Tkwię w mojej strefie komfortu i nie umiem z niej wyleźć. Niby źle, ale jednak nie najgorzej... linia trendu mojego samopoczucia pikuje w dół. Nie gwałtownie, dlatego przyzwyczajam się do tego stanu na bieżąco. Znajomi już dawno pozakładali rodziny, sami się utrzymują, z łatwością znajdują lepsze prace.  
a ja? siedzę w kącie i już nawet nadziei nie wpuszczam do środka. Nie umiem rozmawiać, nie mam na to ochoty, bo niby co mam mówić. Wyglądam coraz gorzej, bo przecież stan ducha zawsze odbija się w lustrze. Oczywiście, że ryczę. Jeśli nie oficjalnie łzami, to ściskaniem w gardle i szklistymi czerwonymi oczami albo niepohamowaną agresją. Są różne oblicza płaczu. Czasami udaje mi się zrzucić wszystko na alergie.  
Czarne chmury nad nami.  Sylwester wisi na włosku. O ile mam jakieś dziwne uspokajające przeczucie, że w końcu wszystko będzie dobrze, o tyle w sprawie mojego zatrudnienia już w nic nie wierzę. Czasami nawet jak leżę w łóżku i staram się skupić na serialu, dopadają mnie myśli prawie samobójcze, że trzeba wrócić do Amazona, bo... bo w końcu muszę robić coś dochodowego!  

a powinno być tak: 
"cześć Kochanie! jesteś głodna?" witając moją Ukochaną obiadem a innym razem sobą w samym pasie do pończoch.  
Jeszcze kiedyś przyjdą takie dni. 

czwartek, 15 października 2015

odpowiedź na osobistą

Już zapomniałam jak Ty bardzo boisz się gadać przez telefon! To, że już chciałaś podjąć pracę w czymś takim uzmysłowiło mi, jak masz już dosyć. Nie powinnam Cię dodatkowo strofować głupimi pytaniami i aluzjami. Przepraszam :* Ale ten czas spędzony razem, zwłaszcza ten wczorajszy gdy zmarznięta i już trochę przemoczona wróciłam do zwykle pustego mieszkania i zastałam tam Ciebie był cudowny :) Mój Skarb Malutki i Taki Kochany!! Pasowało mi to. 
Zresztą nie masz tez ze mną łatwo, bo większość wypowiedzi ( sukowatość do n-tego stopnia musi być skutkiem chorej tarczycy ) jest dość dokuczliwa i przykra. Choć staram się dać Ci wszystko co najlepsze i sama tez staram się taka dla Ciebie być. 
Nie myśl też że jesteś dla mnie pasożytem. Mieszkanie nigdy wcześniej nie było tak czyste. Choć to pewnie zasługa PMS. Jebane hormony! Niby tylko związki chemiczne, a jak potrafią napsuć krwi! 
Reasumując postaraj się myśleć optymistycznie. Dobre myśli przyciągają dobro, złe- zło. Proste. Wolę mieć dużo dobra wokół siebie. Między innymi dlatego jestem też z Tobą. Musisz zacząć pozytywnie myśleć, wtedy i mi będzie łatwiej. Wiesz przecież, że u mnie też nie jest kolorowo, a skądś energię muszę czerpać. 
Twój Tygrys :*

osobista

Miało być fajnie, normalnie i bezpiecznie. wyszło jak zawsze.
Podpisałam nawet umowę. Stawka całkiem niezła, godziny spoko, wolne weekendy, ale ja się do tego nie nadaję. Nie umiałabym wciskać obcym ludziom umów do podpisania. Tym bardziej, że byliby to głównie ludzie starsi, bo kogo w dzisiejszych czasach interesuje telefon stacjonarny? Mam ogromny szacunek do takich, nieważne, że taka babcia może być wredną suką.
Powód kolejny: rozmowa przez telefon nadal mnie paraliżuje i chyba nie przestanie. Nie umiem przekazywać myśli nie widząc twarzy rozmówcy. Mogę napisać, narysować, cokolwiek, ale nie rozmawiać! W drugim dniu szkolenia przez te kilka godzin miałam łzy w oczach i gorzki smak w ustach. Laska mnie irytowała, była opryskliwa. Niby kulturalna, ale czuć było jakąś obłudę.
Wyobraziłam sobie, że też będę musiała taka być, że za to mają mi płacić. To nie godzi się z moją osobowością. Chyba jednak wolę być magazynierem niż wciskaczem "super extra oferty".

Zerwałam umowę i znów jestem na lodzie. Lód zaczyna się kruszyć i niedługo będę na dnie.
Coś jest nie tak. Pewnie ze mną.
Męczę się już. Nawet nie nudą, ale brakiem dochodowego zajęcia. W tym wieku powinnam już być gdzieś dalej a ja zaczynam wciąż wszystko od nowa. Taa... gdybym jeszcze zaczynała. Ja czekam na początek, poluję na niego.
To nie jest też tak, że pracy nie ma. Jest jej wszędzie pełno, ale warunki są koszmarne. Nie chodzi nawet o jakąś wygórowane ambicje, ja się prostu nie nadaję do pewnych rzeczy. Właściwie, to pewnie już do niczego się nie nadaję.
Nie mogę mieszkać za darmo ani z Żoną ani tutaj. Tylko w drugiej sytuacji jakoś mi mniej głupio.
Dziś pewnie znów usłyszę, że szukam tak, żeby nie znaleźć, że mam wrócić do sramazona, że sama tego chciałam.

Do tego wszyscy jesteśmy w dupie, bo sylwestra, planowanego od lutego! nie będzie, bo jakaś suka nas okradła. a Bąbel wciąż się naprawia i końca nie widać.

udawać? po co? Każdy ma swój los. Żyć na złość innym? a kogo interesują moje niepowodzenia...


zrezygnowana Klaczka

piątek, 9 października 2015

ciesze się

Ale fajnie:) Ale się cieszę! Klaczka przyjeżdża dzisiaj i nie tak jak zawsze wyjedzie w poniedziałek, lecz zostanie na co najmniej tydzień. Czy mieszkałyśmy już wcześniej razem? Tak, ale to było raczej pomieszkiwanie jak np. podczas ostatniego urlopu. Wiadomo jak to wtedy jest: same spotkania towarzyskie, intensywne spędzanie czasu nie koniecznie wychodząc z łóżka. To był piękny czas. Ale teraz ma być jeszcze życie co dzienne. Jestem bardzo ciekawa jak to będzie i nie mogę się już tego doczekać. To będzie teraz bardzo miły czas! 

Wesoły Tygrysek

wtorek, 6 października 2015

jak można być tak łatwowiernym :(

"Tygrys, wyżyj się na blogu!" Teraz trochę emocje opadły, uspokoiłam się, ale to co wczoraj było, sprawiło, że znowu "przypadkowo" złamałam swoją dietę bezpiwkową ;) No po prostu postanowiłam wypić, gdyż nie cierpię fałszu, kłamstwa i głupoty. Czy ona myślała że to nie wyjdzie na jaw? Najgorsze jest to, że to znowu na mojej głowie, a pozostali jakoś się nie kwapią do rozwiązania problemu. W sumie to nawet zbytnio nie wiedzą o jego istnieniu, bo jak słuchałam ich "cudownych" rad to jeszcze bardziej ciśnienie mi się podnosiło! A zrobiłam wszystko, aby właśnie teraz się nie denerwować: wyszukałam oferty na sylwestra już na początku tego roku, zebrałam ekipę, ze spokojem pozbierałam pieniądze na zaliczkę z rozbiciem na dwie raty (bo co prawda kwoty niewielkie, ale i tak przed samą Wielkanocą mogły trochę nadwyrężyć budżet).
Nosz k*rwa! Mamy dzisiaj października dnia siódmego dwa tysiące piętnastego i nie mam nic! Ani zaliczki - łącznie za ponad 34 osoby dorosłe plus dzieciaki to jakieś 6500zł, ani miejscówki, ani za bardzo pomysłu jakby tu teraz z tego wybrnąć. Jest już późno, aby znaleźć kwaterę dla tylu ludzi, co jeszcze wszystkim przypadnie do gustu! 
Zastanawiam się jak to jest, że niektórzy potrafią tak sprytnie zwodzić innych i bez skrupułów oszukiwać. Bo gdyby nie wczorajszy telefon do właściciela pensjonatu pewnie w grudniu byśmy pojechali pod wskazany adres i z walizkami zostali przed drzwiami! 
Mimo wszystko liczę na to, że się wszystko dzisiaj ułoży, że sprawa się wyjaśni i że to będzie świetny wypad! No i w końcu Klaczka zobaczy góry :D 

Łatwowierne Tygrysiątko

ała

Obudziłam się dziś ze strasznym bólem w barku. Wygięło mnie tak mocno, że nie mogłam wstać z łóżka. Kiedy już zaryczana schowałam pościel i się ubrałam, przyszła pora na kolejne wyzwanie- wizyta na kupę... Spociłam się, bynajmniej nie od zatwardzenia. Trzeba było dokończyć czynności a ja nie mogłam się ruszyć. Łzy jakoś same się kulały. zawsze lecą jak już nie moge wytrzymać- okazuje się, że z bólu też. 
Teraz już się trochę przyzwyczaiłam, boli jakby mniej, ale przy spontanicznych ruchach, kiedy się zapomnę, pokrzykuję sobie "ała". Zabiłabym każdego, kto by mnie dotknął, o masażu nawet nie wspomnę. 

Nie wyobrażam sobie jakbym miała chorować na coś bolesnego. Uważam, że każdy powinien mieć prawo zdecydować o własnej eutanazji. 

Klaczka cierpiąca