niedziela, 17 lipca 2016

***

Przyjechałam na weekend do Gniezna. Niestety stwierdzam, że mi to nie służy, bo od razu przytyłam. Chyba już jak zobaczyłam wątróbkę, to przytyłam z pół kg. Później Babunia przywitała mnie boczusiem! A boczuś jest taki pyszny…. Ale dużo nie zeżarłam! A trzeba było sam boczek a nie wszystko dookoła.
To nic. Żonka mnie odchudzi na kapuście. Bo ostatnio wszystko było z kapusty :) albo na mazurach się odchudzę, choć pewnie będą mnie zmuszać do jedzenia i szlag trafi mój niecny plan…
Tygrys sobie pojechał na Woodstock, beze mnie. Ja poszłam grzecznie do pracy. A właściwie pojechałam Bąblem. Dlatego to podkreślam, bo jechałam tylko w jedną stronę… Padł akumulator! A to był dzień, gdzie lało cały czas i podtopienia piwnic, zerwane trakcje i rozwalone transformatory. Mi akumulator padł. Posiedziałam trochę w Bąblu, mając lekką nadzieję, ze chociaż trochę przestanie padać i poszłam na tramwaj… bez parasola. Oczywiście mogłam zawołać kogokolwiek do odpalenia, ale pechów miałam więcej. W portfelu kasy tyle, by chleb kupić, czyli 5zł, a wypadałoby zapłacić za usługę lub chociaż zaproponować. I jeszcze tego dnia zapomniałam telefonu. No w dupie totalnie ciemnej byłam. Więc przemoczona do stanika i gaci pokornie polazłam na tramwaj.
Tygryskowi jeszcze nic nie mówiłam, bonie było kiedy. Mam nadzieję, ze przez to wybaczy mi, że nie umówiłam się do dentysty, ale sytuacja była jeszcze bardziej wyjątkowa, bo w ta wielką ulewę zaczął przeciekać dach! Słyszałam tylko kap kap…
Nie wiem czy spać nie mogłam z nerwów czy tęsknoty, ale musiałam się zaćpać, by zasnąć, by rankiem wyskoczyć z łóżka, podreptać na tramwaj i przybyć do pracy. Już przygotowana na płacenie za odpalenie, z telefonem i całym sprzętem jaki miałam wywieźć do Gniezna na weekend.
Aaaa! I jeszcze mam błąd na umowie o pracę, bo naliczyli mi 20 dni urlopu a przecież mam 26 przy pracy 7,35h jako służba zdrowia.
Poprosiłam szefową o odpalenie Bąbla. Wyjaśniłam, że umiem, że mam kable, że ma tylko podjechać i otworzyć maskę. W wyniku tego niecnego planu, kazałam mi wyjść pół h wcześniej a odpalał mnie facet głównej szefowej, czyli pani dyrektor stacji krwiodawstwa, z którym umówiłam się na szachy :D
Przy okazji zjebał jakąś kobietę, bo ta się denerwowała, że ją zastawił :D
Wesoło mam w pracy, choć ten pamiętny dzień z deszczem i Tygrysem na Woodstocku ciężki był…


Klaczka :)

wtorek, 5 lipca 2016

bieżące informacje

Oj dzieje się, dzieje :) I nie narzekam, przeciwnie, bardzo mnie to cieszy :)
Wiecie jak najlepiej sprawdzić dopasowanie dwóch osób do siebie i siłę związku? Należy umieścić ich w jednym kajaku! Autentycznie!! Był wkurw, były nerwy, przekleństwa, złości i wścieklizna. Ale było cudownie!! I to pierwsze nie ma już tak wielkiego znaczenia w porównaniu z super wyjazdem z Żonką. Nie powiem, że było łatwo, bo o mało co a rozwód byśmy wzięły. Fakt jest taki, że się znowu w tej swojej Pannie zakochałam. Żadna inna by nie dała rady ze mną tyle wytrzymać. I chyba każdej innej bym jednak przypierdoliła z wiosła jakby mi zasnęła po pijaku w kajaku. A jednak Klaczka nie oberwała ;) Mamy fuksa, że na siebie natrafiłyśmy :)

Jeszcze z istotniejszych rzeczy to informacja, że po wielu staraniach i namowach udało się nam w końcu zamieszkać razem. Z nastawieniem, że na dłużej niż tylko kilka godzin w weekendy. Na razie mega mi się podoba. Jest czyściutko w mieszkaniu i mam się do kogo odezwać przy posiłku. Utworzył się już swego rodzaju podział obowiązków - Hany sprząta, pierze, ściera kurze, układa w szafach, prasuje, przekłada i porządkuje. Ja gotuje. Moje Kochanie lubi jeść :)