Ostatnie kilka tygodni spędziłam nad notatkami. Inni pewnie
siedzą nad książkami, ale ja i tak z każdej książki robię własny skrót, więc
przyłożyłam się na wykładach i stąd nie musiałam tracić kasy na kilka drogich książek.
Byłam na rozprawie przeciwko Amazon. Niby jako świadek, ale
trochę to przeżyłam. O szczegółach nie mogę pisać, bo dyrekcja amazona ma wszędzie
swoich ludzi i nigdy nic nie wiadomo.
Tygrys zdała egzamin na sternika i będzie mnie wozić jachtem
po jeziorach. Nie żeby było mi z tym dobrze, bo czuję się gorsza i mam przy
niej dużo do nadrobienia. Jest plan, żeby trochę popracować, odbić się od
drugiego dna i zacząć robić prawko na moto, ale ciii… Oczywiście mogłabym jeździć
na 125, ale szkoda kasy na bzyczka.
Bąbel miał bliskie spotkanie ze słupkiem. Nie wiem jak to
się stało i dlaczego akurat przed egzaminem, ale było gorąco a ja starałam się
nie posrać ze stresu. Na szczęście, będąc żoną Tygrysa, znaleźli się dobrzy kumple, których jeszcze bąbel nie odstrsza i ładnie doprowadziły go
do stanu używalności. Kolejnym krokiem jest nowy zderzak i klima, ale pewnie
kasy z ubezpieczenia nie starczy, bo trzeba opłacić dyplom, zdjęcia,
notariusza, lekarza, pieczątkę i kupić butle z gazem na kajaki.
Bo jedziemy na kajaczki :) i na żagle też. A najlepsze jest
to, że jeszcze nie pracuję, a już mam urlop :D Jak zdam, to podpisuje umowę.
Prawdziwą umowę o pracę. Będę diagnostą i będę autoryzować wyniki.
Więc nie zostaje nic innego jak zdać. Dziś już mi się nie
chce… więc udając, że odpoczywam, robię sobie piękne stópki. żeby Tygrysa nie
podrapać w łóżku :) bo się w niej znowu zakochałam. Fajna ta moja żona.
klaczka